piątek, 12 września 2014


Skasowany Pan Mercedes
recenzja książki Stephena Kinga "Pan Mercedes" 
wyd. Albatros 2014



Ostrzeżenie dla fanów Stephena Kinga ( do których się zaliczam ) – jest to jedna z najgorszych powieści autora. Dlaczego?
Podczas krachu gospodarczego w 2009 roku, w małym miasteczku setki osób już od wczesnych godzin rannych ustawiły się w kolejce przed budynkiem gdzie organizowano targi pracy.  Tuż przed godziną otwarcia maniak w masce klowna , wjechał w tłum zabijając 8 osób i raniąc wielu innych.
Rok później emerytowany policjant, którego głównym zajęciem od kiedy przeszedł na emeryturę , jest siedzenie w fotelu oglądanie telewizji i żłopanie piwa dostaje list od wyżej wymienionego mordercy zwanego Panem Mercedesem, którego jak do tej pory nie udało się złapać . Emerytowany detektyw by nie spłoszyć mordercy postanawia nie informować o liście władz tylko działać na własną rękę. Z kolejnych rozdziałów dowiadujemy się , że owym szaleńcem jest młody, zakompleksiony acz niezwykle inteligentny człowiek nazwiskiem Brady Hartfield.
W książce tej Stephen King odchodzi od jakże się z nim kojarzących powieści paranormalnych i grozy. Jest to typowy , przewidywalny thriller pasujący bardziej do Harlana Cobena czy Alex Kavy niż do „Mistrza Horroru”.
Na początku byłam podekscytowana , że jeden z moich ulubionych pisarzy wykroczył poza ramy gatunku , w którym się najlepiej czuje by zaprezentować nam swoją nową odsłonę – autora powieści detektywistycznych. Niestety z każdą kolejną stroną czułam coraz większe rozczarowanie.
Zacznę od najważniejszego dla mnie aspektu każdej książki : Charakterów . Postacie w tej książce są rozczarowujące.  To co w  Kingu cenię najbardziej to zdolność powołania bohatera do życia, nadania mu własnych , niepowtarzalnych cech charakteru , które pozwalają na natychmiastową z nim identyfikację. W pięciu linijkach tekstu King potrafił tak nakreślić osobowość danego bohatera kiedy innemu autorowi by tego dokonać nie starczyłoby całej powieści. W tej książce niestety tego zabrakło. Postacie tutaj są płaskie, szablonowe, przestawiane jak szachowe pionki z pozycji A na pozycję B. Od pierwszych wierszy książki dialog jest nierealistyczny, nienaturalny i sztywny. Dla przykładu dwie pierwsze postacie w książce , które spotykają się w kolejce na targi pracy muszą się sobie tłumaczyć po co tam stoją, tak jakby to nie było oczywiste ) hello? Pewnie stoją za pracą a nie przyszli na grzyby. Niestety tłumaczeń faktów , które dla każdego, nawet przeciętnie inteligentnego czytelnika są oczywiste , jest w całej książce bardzo dużo – czasem czułam się oszukana przez autora- zalana faktami , które mózg generuje automatycznie jakby King chciał wyrobić minimalną liczbę znaków ustaloną przez wydawnictwo zamiast skupić się chociażby na szczegółowej charakterystyce bohaterów.
Każda postać jest taka sama, jedyną różnicą i zarazem czymś co mówi nam o ich charakterach jest ich ubranie. Janey za swoimi blond włosami – głupiutka blondynka potrzebująca męskiego ramienia; Jerome noszący krawat- inteligencik; Hudges poprawiający pasek – Uwaga mam nadwagę. To praktycznie wszystko czego o tych postaciach możemy się dowiedzieć. Każdy bohater ma przypiętą karteczkę, coś co go wyróżnia ( np. papierosy Holly i jej tabsy ) bo inaczej byśmy mieli trudności z zapamiętaniem kto jest kim. Praktycznie każdy dialog moglibyśmy wstawić w dowolnie wybranym fragmencie książki a i tak tworzyłoby to spójną całość.
Największą jednak wadą jest to, że „Pan Marcedes” nie różni się niczym od ton publikowanych codziennie thrillerów i ośmielę się powiedzieć, że duża część z nich jest zdecydowanie lepszych. Historia jest powolna i niezaskakująca i , chociaż nie jestem znawczynią gatunku, nie było zwrotu akcji, którego nie dałoby się wyczuć z kilometra.
Moim zdaniem „dzieło” to niepotrzebnie znalazło się w dorobku Kinga , gdyż nic nowego ani zaskakującego nie wnosi. Nie daje satysfakcji z czytania, nie daje rozrywki , irytując swoim brakiem wyrazistości nie daje również spokoju – jeśli by książkę potraktować jako czytadło na jeden wieczór.
Z sympatii dla autora daję notę 1/5 chociaż jest ona i tak na wyrost.

Lepiej trzymajcie się od tej książki z daleka.