czwartek, 9 lutego 2017

"Dziedzictwo Orchana" Aline Ohanesian

Tytuł: "Dziedzictwo Orchana"
Autor : Aline Ohanesian
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron : 368
Tytuł oryginału : Orhan's Inheritance








 Ormiański punkt widzenia


Nie znoszę książek historycznych jednak powieści beletrystyczne osadzone w realiach historycznych są czymś w czym się lubuję. W przeciwieństwie do podręczników , które zasypują nad datami i nazwiskami, które i tak ulecą z naszej pamięci, powieści takie w piękny sposób potrafią przedstawić przeszłość. Konflikt turecko-ormiański jest mi słabo znany , choć znam najbardziej podstawowe

informacje. Sięgając po tę książkę liczyłam, że dowiem się więcej. Niestety. Autorka bardziej skupiła się na martyrologii narodu ormiańskiego niż na faktach historycznych. Jej obraz jest bardzo jednostronny co zaburza odbiór książki. Jednak jeśli ktoś szuka lektury na jeden wieczór, książki obyczajowej przy której zakręci się łezka w oku to polecam jak najbardziej. 

Orchan wraca do rodzinnej wioski by wziąć udział w odczytaniu testamentu swojego dziadka. Jest zaskoczony kiedy dowiaduje się, że firma tekstylna przechodzi w jego ręce, omijając jego ojca, który powinien być pierwszy zgodnie z tureckim prawem dziedziczenia. Słodycz wygranej psuje jednak zapis w testamencie, na mocy którego ich dom rodzinny przypada kobiecie o imieniu Seda. Orchan postanawia ją odnaleźć. Wylatuje do Ameryki. Sedę spotyka w domu starości. Wbrew jego oczekiwaniom 90-letnia staruszka jest w pełni władz umysłowych i doskonale pamięta wydarzenia z przeszłości. Nie chcąc do niej wracać postanawia od razu podpisać dokumenty świadczące o zrzeczeniu się spadku. Orchan jednak nie daje za wygraną. Przebył setki kilometrów by poznać prawdę, by poznać osobę która byłą tak ważna dla jego dziadka, że postanowił zostawić jej dom, w którym rodzina Orchana żyła od pokoleń. Seda postanawia stawić czoło przeszłości i opowiada historię, która już na zawsze zmieni Orchana i jego życie.


Jak możemy przeczytać na okładce, książka nie będzie należała do najłatwiejszych. Zawsze tak jest kiedy mamy do czynienia z nierozliczonymi zbrodniami przeszłości, których pamięć żyje w młodym pokoleniu. Tym razem tłem powieści jest konflikt turecko- ormiański, a konkretniej Rzeź Ormian, która dokonała się podczas pierwszej wojny światowej, szacuje się , że zginęło ponad 1,5 mln ludzi. Turcja do tej pory nie przyznała się do winy, jednak coraz więcej mocarstw światowych przyznaje , że doszło wtedy do ludobójstwa porównywanego z Holokaustem choć na nieco mniejszą skalę. 
Książka pokazuje jak żywe są te wspomnienia w narodzie ormiańskim. My Polacy, mający martyrologiczne ciągoty na pewno to zrozumiemy. Jednak autorka poszła dalej. Książka ma nam ukazać, że nie warto żyć przeszłością , gdyż mamy teraźniejszość. Musimy odrzucić klapki które mamy na oczach. Nasza główna bohaterka - Seda- odwróciła się od przeszłości. Nie oglądała zdjęć z dawnych czasów, nie podtrzymywała znajomości. W przeciwieństwie do jej bratanicy która organizowała wystawę o zabójstwie, trzymała się na uboczu i żyła własnym życiem. I takie uczucie wycofania towarzyszy nam przez całą książkę. I nagle coś się zmienia. W miarę jak Orchan poznaje historię jego postawa się zmienia. Ze światowego biznessmana staje się zaściankowym chłopem, którego pokonała przeszłość. I tego nie rozumiem. Po co autorka pokazuje nam , że da się porzucić przeszłość i wybaczyć jak w następnej chwili sama sobie przeczy i wpada w nostalgię? I kolejny raz mamy do czynienia z martyrologią? Rozumiem, że fakty historyczne potwierdzają zbrodnię, jednak czy kolejne pokolenie wciąż musi za nią pokutować? Pamiętajcie , że rzeź Ormian dokonała się ponad sto lat temu, już nie żyje nikt kto mógłby pamiętać, czy naprawdę jest sens zadręczać następne pokolenia? Czy nie można zostawić tego w gestii pomników upamiętniających masakrę i muzeów? Na myśl mi przychodzi piękny angielski zwrot "Cope on".

Ale wracając do samej książki to niestety czegoś mi w niej zabrakło. Zacznę od postaci głównego bohatera. Pomimo kilkuset stron , które z nim spędziłam niestety nie udało mi się go poznać. Od początku mamy do czynienia z antypatycznym młodym człowiekiem, który ze względu na konflikt z ojcem opuścił dom rodzinny. Dowiadujemy się, że miał problemy z prawem i nawet wylądował w więzieniu ze względu na działalność wywrotową. Jednak to wszystko jest tłem. Ani nie wiemy co spowodowało , że został zamknięty ani co sprawiło, że wyszedł na wolność. Autorka traktuje jego przeszłość po łebkach. Podobnie jak jego psychikę. W zamierzeniu zapewne chodziło o przedstawienie metamorfozy Orchana w wyniku poznania wydarzeń z przeszłości. I rzeczywiście takowa nastąpiła. Jednak w tak ekspresowym tempie, że aż wydaje się to niewyobrażalne. Z jednej strony mamy do czynienia z człowiekiem, który wie czego chce, dba o własną przyszłość - z typowym nowoczesnym, pragmatycznym człowiekiem. Może się nawet wydawać, że nasz Orchan nie ma uczuć a kieruje się tylko zdrowym rozsądkiem. W miarę jak poznaje historię Sedy zmienia się nie do poznania. Odrzuca najbliższych członków rodziny kosztem nieznajomych, staje się mięczakiem który za swój główny cel przyjmuje odpokutowanie błędów przodków. I to wszystko dzieje  się na przestrzeni paru dni. Prawda, że nieprawdopodobne?

W książce pojawia się dużo pytań na które nigdy nie dostajemy odpowiedzi. Po pierwsze dlaczego dziadek Orchana - Kemal , wszedł do zbiornika z barwnikami? Czy chciał się zabić? Czy wpadł tam przez przypadek? Czy może ktoś chciał go zabić?- bo taka teoria też zostaje wysnuta. Niestety sami musimy dać sobie odpowiedź. 
Również rzeczą dla mnie dziwną byłą sama postać Kemala. Dlaczego kochając Sedę po prostu jej nie odnalazł? Skoro wiedział gdzie jej szukać ( dał wskazówki Orchanowi w swoim notatniku) , skoro byłą jedyną miłością jego życia, skoro wiedział o niesprawiedliwościach przeszłości dlaczego tego nie naprawił jak jeszcze żył tylko oszukiwał własną rodzinę? 
Na dobrą sprawę jedyną osobą, która wydawała się rzeczywista była postać Mustafy-ojca Orchana. pomimo tego, że też przeszedł swoistą metamorfozę i został zagorzałym muzułmaninem od samego początku wiedział czego pragnie , i tak naprawdę to właśnie on stracił wszystko, i nikt się nad nim nie zlitował. Mało tego rodzina się od niego odwróciła i zabrała wszystko co udało mu sę zbudować. A czy to jego winą były błędy jego ojca? 

Kolejną rzeczą która sprawiła , że książka wydaje się nieprawdopodobna jest nadmiar zbiegów okoliczności. Fakt, że Seda trafiła do Fatmy, fakt że Kemal z przyjacielem w poszukiwaniu prostytutek trafili do gospody Fatmy gdzie poznali Sede- to wszystko wydaje się zbyt naciągane.

Jedno powiem na pewno. Widać, że książka napisana była tylko z jednej perspektywy. Tej ormiańskiej. Autorka nawet nie zadbała o to by przedstawić punkt widzenia drugiej strony. Wszyscy Turcy to brutale i przestępcy a naród ormiański jest tym jedynym poszkodowanym. 

Nie chcę do końca zniechęcać czytelników ponieważ książkę dało się jednak przeczytać i powiem, że jako książka obyczajowa nawet mnie zainteresowała. Jednak jeśli ktoś szuka wartości historycznych to radzę jednak sięgnąć po kroniki czy encyklopedie.