niedziela, 12 lutego 2017

"Laleczka" Hollie Overton

 Tytuł : "Laleczka"
Autor : Hollie Overton
Wydawnictwo : Czarna owca
Rok wydania : 2016
Liczba stron : 312
Tytuł oryginału : Baby Doll






 Codzienne życie ofiary


Duży wpływ na moją recenzję miał zapewne fakt, że książkę przeczytałam w języku angielskim. I nie chodzi o to że słabo znam język gdyż mieszkając dziesięć lat za granicą czuję się w nim jak ryba w wodzie. Chodzi o notę wydawcy, który zachwalał powieść jako podobną do "Zaginionej dziewczyny" czy "Dziewczyny z pociągu". Obie powieść bardzo mi się podobały dlatego liczyłam na równie ciekawą fabułę. Niestety porównanie wyszło dość niezręcznie. Po pierwsze wyżej wymienione książki nie mają ze sobą nic wspólnego, po drugie "Laleczce" daleko nawet do gatunku jakim jest thriller psychologiczny. Myślę, że nota polskiego wydawcy nawet by mnie nie przekonała do sięgnięcia po tę książkę.

Lily po ośmiu latach uwięzienia w piwnicy, pewnego dnia zastaje otwarte drzwi, które są drogą do wolności. Szybko ubiera córeczkę , Sky, we wszystko co ma po ręką, a jest tego niewiele gdyż nigdy nie wychodził na dwór. Opatulone w koce uciekają przez las. Okazuje się, że dom rodzinny młodej kobiety jest niedaleko i szybko udaje jej się do niego dobiec. Zdesperowana Lily zrobi wszystko by jej ciemiężyciel trafił za kratki. Rozpoczyna walkę z szaleńcem.

Już z samego opisu książki wiemy praktycznie wszystko. Z góry znamy nawet zakończenie. Wiemy kto jest ofiarą a kto jest winnym. Nie ma tutaj pola na jakiekolwiek twisty akcji czy zakręty fabuły. Jedyną niewiadomą jest właściwie to, czy Rick, szaleniec przetrzymujący kobiety w piwnicy, podda się karze wymiaru sprawiedliwości czy też sam sobie ją wymierzy. Dokładniej : w jakiej formie skończy . 
Książka ( tak przynajmniej twierdzi wydawca ) jest thrillerem psychologicznym i właśnie tak do niej podeszłam. Miałam nadzieję na totalne zrycie głowy, na zwroty akcji, manipulowanie czytelnikiem, zagadki i niewiadome. Jako fanka dialogów i krótkich form wzięłam pod uwagę, że w powieści może być dużo analizowania, charakterystyk postaci, ich wewnętrznych dialogów, które nie są tym co lubię podczas lektury , no chyba że mamy do czynienia z klasykami ale na pewno nie w przypadku debiutantów. Jakież było moje zaskoczenie kiedy czytałam i czytałam a tu nic. Żadnej analizy, żadnych traumatycznych przeżyć, żadnego filozofowania... po prostu nic. Kobieta ucieka z piwnicy, i owszem ma cel wsadzenia swojego porywacza za kratki, jednak nic ponad to. Spodziewałam się mrocznego klimatu, nawet dreszczowca, a dostałam kartkę z kalendarza, dzień po dniu rodziny takiej a takiej, ot zwykłą obyczajową powiastkę jakich wiele na rynku.

Sama postać naszej głównej bohaterki, Lili, jest szablonowa i niedopracowana. Dziewczyna została porwana jako nastolatka. Swoje najpiękniejsze lata spędziła w piwnicy - zamknięta, poniżana i gwałcona. Zmuszona była do urodzenia dziecka sama jeszcze nie będąc dojrzałą do tego kobietą. Osiem lat życia z psychopatą , bez możliwości zobaczenia słońca czy pójścia na spacer. Czy coś takiego nie odciska się w psychice człowieka? Czy nasza bohaterka nie powinna doświadczyć traumy, która będzie ją paraliżować przez wiele lat? Czy nie powinna się bać? Tymczasem Lily wraca do domu rodzinnego i myje włosy... tak po prostu. Idzie z dzieckiem do łazienki i się kąpie.. jak gdyby nigdy nic. Zupełnie niewyobrażalne..Pewnie następnego dnia rano zeszła na dół i zjadła jajecznicę na bekonie, by w następnej chwili zadzwonić do adwokata i powiedzieć " właśnie wyszłam na wolność , wiem kto mnie porwał , pragnę by go aresztowali bym resztę obiadków mogła jeść w spokoju ". Zabrakło mi tutaj przemyśleń Lily, nie udało mi się jej poznać, nie wiedziałam jak się czuje , co ma w głowie , jaki to wszystko wywarło na nią wpływ. Paradoksalne , że jej siostra bliźniaczka była bardziej naturalna niż nasza główna bohaterka. Pokazywała emocje, wykrzykiwała je z siebie, była gotowa się poświęcić by należycie ukarać porywacza. Po Lily wszystko spływało jak po kaczce.Po części było to spowodowane sposobem narracji. O całej historii dowiedzieliśmy się od postronnego obserwatora. Wydaje mi się, że w przypadku takich książek najlepszym wyjściem byłaby bezpośrednia relacja samej ofiary. Fakty są nam wszystkim znane, już od pierwszych stron książki, chcemy się dowiedzieć coś więcej o uczuciach, przeżyciach i konsekwencjach tego co się zdarzyło. Niestety nasza autorka sama dystansuje się od naszych bohaterów. Są jak marionetki, jak kasztanowe ludziki bez serca i bez uczuć pociągane za sznurki przez reżysera przedstawienia. Postaci są jednowymiarowe i nie rozwinięte. Czy tak się pisze thrillery psychologiczne, gdzie właśnie o te "psycho" chodzi? 
Jednak nie jest tak żebym uważała tę powieść za kompletne zero. Pierwsze rozdziały mnie niesamowicie wciągnęły, uważam że autorka ma świetny warsztat. Po prostu ja spodziewałam  się czegoś zupełnie innego. Bardziej wciągającej i mrocznej fabuły a nie dramatu dnia codziennego. Tutaj przytoczę jeszcze jeden przykład. Nasza Lily bardziej wydaje się przejmować utratą chłopaka z dzieciństwa, w którym była szaleńczo zakochana niż utratą życia, które zostało jej odebrane aż na 8 lat. 

Uważam, że temat powieści ma potencjał który niestety nie został wykorzystany. Sama nie piszę książek więc nie chcę się wymądrzać ale podeszła bym do tego tematu z zupełnie innej strony. Bardziej zgłębiła bym psychikę ofiary i oprawcy. Nadała bym im odpowiednie atrybuty. 
Jednak było coś w tej książce , że nie chcę do końca skreślać autorki. Nie była to zła powieść jednak jak to się mówi " nie był to tytuł o którym bym nie mogła zapomnieć przez następnych dziesięć lat".
Będę czekać na kolejne powieści autorki. Liczę na to, że czyta komentarze i recenzje swoich książek i wyciągnie wnioski bo nie tylko ja byłam zawiedziona. Jestem pewna, że następna powieść będzie bardziej dopracowana.