środa, 15 lutego 2017

"Trzecia ludzkość" Bernard Werber

 Tytuł : "Trzecia ludzkość"
Autor : Bernard Werber
Wydawnictwo : Sonia Draga
Liczba stron : 524
Rok wydania : 2016
Tytuł oryginału : Troisieme Humanite







 Lekcja na przyszłość





Bernarda Werbera znam tylko ze słyszenia i z jednego czy dwóch przeczytanych wywiadów. Wiem na przykład, że jest bardziej popularny w Korei Południowej niż w rodzinnej Francji i że zasłynął wyśmienitą i przełożoną na kilkanaście języków trylogią o mrówkach, która podbiła serca czytelników. "Trzecia ludzkość" jest moim pierwszym spotkaniem z autorem i na pewno nie
ostatnim. Z niecierpliwością będę czekać na kolejne tomy a w międzyczasie sięgnę po inne powieści Francuza.

Czasy nam współczesne. Paleontolog Charles Wells dokonuje niezwykłego odkrycia. Pod powierzchnią Antarktyki, na brzegu podziemnego jeziora znajduje ogromnych rozmiarów ludzki szkielet. Niestety nie udaje mu się wrócić na powierzchnię by okryć się chwałą odkrywcy nieznanego dotąd gatunku gdyż ze względu na wstrząsy techniczne cała ekipa badawcza ginie. 

Wnuk badacza, David dostaje w spadku dziennik swojego dziadka, w którym ten zapisywał notatki z wyprawy do wnętrza ziemi. W tym samym czasie bierze udział w finansowanym przez państwo konkursie o ewolucji. Jego praca, w której udowadnia, że kierunkiem ewolucji człowieka jest minimalizacja zostaje doceniona przez jury i młody mężczyzna staje się jednym z trojga laureatów. Nagrodą jest sfinansowanie wyprawy do Afryki gdzie ma zająć się badaniem plemienia Pigmejów- najniższych ludzi na ziemi. 

Po powrocie do kraju David dostaje nietypową ofertę pracy. Jego celem będzie ocalenie ludzkości. 

Zadałam sobie trud i przeczytałam nieliczne recenzje książki. W większości z nich natrafiałam na opinię, że jest to "typowa książka Werbera". I nie wiem czy to dobrze czy źle? Czy w tym przypadku typowe znaczy - czytelniku nie będziesz zawiedziony, czy mamy tu do czynienia z kolejnym Harlanem Cobenem czy Jamesem Rollinsem - nie czytaj czytelniku bo to w kółko ten sam odgrzewany kotlet. Na mnie książka wywarła pozytywne wrażenie. Przynajmniej w moim wypadku było to coś nowego. Ba, posunę się nawet do tego, że mała liczba recenzji jest spowodowana tym , że po prostu książka jest po pierwsze dość trudna a po drugie tak pogmatwana i skomplikowana, że ciężko ja zrecenzować. Dlatego większość ludzi idzie po najłatwiejszej linii oporu i po prostu daje jedna czy dwie gwiazdki. Ja postaram się napisać nieco więcej. 

Za jedno na pewno dziękuję autorowi , a mianowicie za poczucie humoru. Ciężko jest napisać książkę na poważne tematy jeżykiem lekkim i humorystycznym. Helloo... mówimy tutaj o zagładzie ludzkości, zniszczeniu planety Ziemia czy jest to temat z którego należy sobie stroić żarty? Jednak w tym wypadku to nie razi a coś czytelnikowi uświadamia. Wszystkie organizacje zajmujące się ochroną naszej planety mówią do nas poważnym językiem : nie ścinaj drzew, nie śmieć, nie używaj aerozoli itp, tylko czy to do nas dociera? Czy docierają do nas plakaty Greepeacu? Kiedyś jak idee były nowe to na pewno miały więcej zwolenników. Teraz czasy się zmieniły. Więcej czasu spędzamy w pracy, która jest bardziej skomplikowana i problematyczna. Może faktycznie jedynym sposobem na zwrócenie nam uwagi na problemy z jakimi boryka się nasz świat jest zabawna lektura? Tak zwana lektura z morałem? To działa podobnie jak bajki dla dzieci. Z jednej strony ma nas zrelaksować i pozwolić miło spędzić czas , a z drugiej coś pozostanie w naszych umysłąch. 

Z początku myślałam, że "Trzecia ludzkość" to po prostu komedia. Wszystko działo się tak szybko i w tak nieprawdopodobny sposób. Ekipa badawcza schodzi pod ziemię bez żadnego przygotowania, bez żadnego planu. Od razu natrafiają na szkielet, dotykają, rozmrażają, używają ognia by rozmrozić lód. Czy tak zachowują się prawdziwi badacze? Czy stereotyp archeologa z pędzelkiem już nie jest aktualny? Wiem, że czasy się zmieniają ale czy pośpiech naprawdę towarzyszy nam już w każdej dziedzinie i nie ma czasu na zastanowienie się nad tym co odkryliśmy? 
Jednak po przeczytaniu wiem, że był to celowy zabieg autora. Zamiast na zadręczaniu nas opisywaniem technicznych szczegółów skupił się na przekazaniu nam tego co jest istotne, a mianowicie na pokazaniu w jakim kierunku zmierza ludzkość i jakie zagrożenia niesie ze sobą przyszłość.

Jestem pod wielkim wrażeniem zdolności analitycznych autora, jego wiedzy i wyobraźni. Jego siedem wizji ewolucji człowieka i społeczności w ogóle są niezwykle spostrzegawcze i dają do myślenia. Werber pomimo tego, że książka należy do gatunku science fiction, zawarł w niej przestrogę dla ludzkości. Przeanalizował wszystkie możliwe kierunku naszego rozwoju i wypunktował ich słabości. Dogłębnie zdiagnozował każdą drogę którą ludzkość może iść i pokazał nam jej koniec. 
Pięknym zabiegiem była personifikacja naszej planety. Autor nie postrzega jej jako zbiorowiska skał, magmy i minerałów. Jest dla niego żywą istotą, która myśli, żyje i odczuwa. To nadanie ludzkich cech Ziemi miało ja przybliżyć człowiekowi. Miało nam uzmysłowić, że nie jest ona wieczna i jest podatna na nasze nieszczycielskie działania. Przemówiło do mnie to, jak bardzo odpowiedzialni jesteśmy za własną przyszłość i jak bardzo krucha jest nasza planeta, którą nadmiernie eksploatujemy.

Pomimo tych zalet nie możemy zapomnieć, że jednak jest to książka fantasy. Dlatego niezbyt razi to, że nasi główni bohaterowie są jednowymiarowi a akcja często jest naciągana i pełna zbyt oczywistych zbiegów okoliczności. Niektóre wydarzenia są aż tak nieprawdopodobne, że mogą wręcz aż rozśmieszać czytelnika, pewnie wielu z was odłoży książkę na półkę nie doczytając jej do końca. 

Mi osobiście książka bardzo przypadła do gustu. Mądra a zarazem śmieszna, pełna zwrotów akcji. Książka dzięki której możemy lepiej poznać przeszłość, teraźniejszość i ewentualną przyszłość naszego gatunku. I wyciągnąć z niej lekcję na przyszłość.