środa, 22 lutego 2017

"Outliers" Kimberly McCreight

 Tytuł : "Outliers"
Autor : Kimberly McCreight
Wydawnictwo : Czarna Owca
Rok wydania : 2016
Liczba stron : 384
Tytuł oryginału : Outliers








 New Adult Science Fiction




Pani i Panowie muszę się do czegoś przyznać - starzeję się. Kiedyś z niecierpliwością czekałam na
wszystkie książki new adult a najbardziej te z suspensem w tle. Tak było i tym razem ale... Ale zdarzyło się coś co kazało mi spojrzeć w lustro. Okazało się, że już nie jestem nastolatką , która czeka na książki gdzie akcja goni akcję a im bardziej wszystko nieprawdopodobne tym lepiej. Zaczęłam na książki patrzeć z dystansu i je analizować. W tym przypadku wyszło naprawdę średnio, więc kolejny raz kiedy zainteresuje mnie jakiś tytuł dla młodzieży, będę musiała się dobrze zastanowić.

Wylie po tragicznej śmierci mamy nie może dojść do siebie. Sparaliżowana strachem boi się wyjść z domu, rezygnuje ze szkoły i ze spotkań ze znajomymi, od trzech miesięcy nie wychodzi nawet do ogródka. Przebywanie poza domem wywołuje u niej ataki paniki, duszności i omdlenia. Pewnego dnia do drzwi puka chłopak jej najbliższej przyjaciółki Cassie. Chłopak pokazuje Wylie smsa , w którym zrozpaczona nastolatka prosi o pomoc. Znajduje się poza miastem i nakazuje przyjaciołom by ją przyjechali uratować, jednak nie podaje dokładnych namiarów. Wylie musi przezwyciężyć swoje lęki i ruszyć na pomoc swojej przyjaciółce. 

Fabuła zapowiada się interesująco, ale czy tak jest w istocie? Jedno powiem na pewno, na brak akcji nie będzie co narzekać, bo praktycznie na każdej stronie coś się dzieje, jednak co do jakości tych zwrotów akcji nie jestem zbytnio przekonana. Jednak zacznijmy od samego początku i przyjrzyjmy się naszym głównym bohaterom. A jest to naprawdę zbiorowisko osobowości. Na pierwszy ogień pójdzie Wylie. Nastolatka ewidentnie ma problemy osobowościowe , na które na mają rady ani psycholodzy ani pedagodzy szkolni. Zamiast wprowadzić leczenie kliniczne, które w takich przypadkach jest jedynym wyjściem ludzi Ci dają nastolatce swobodę. Nie musi chodzić do szkoły, ogranicza kontakt ze światem zewnętrznym i oczywiście nikt nie widzi, że to jeszcze bardziej pogłębia jej paranoję. Ale nagle staje się coś co zmienia Wylie o 180 stopni . I to wszystko za sprawą jednego smsa od przyjaciółki z prośbą o pomoc. Oczywiście sama pamiętam co znaczą szkolne przyjaźnie i jak bardzo byłam zżyta ze swoja przyjaciółką z młodości. Jednak czy to jest wystarczające by w jednej chwili zapomnieć o wszystkich swoich lękach i opuścić dom z którego się nie wychodziło przez miesiące? Zrozumiałabym jeszcze gdyby Wylie wybrała się do ogródka po marchewkę, ale nie. Ona wzięła kurtkę i zapasy ( tak pomimo ataku paniki była w stanie doskonale się zorganizować i zaplanować całą wyprawę w nieznane ) i jak gdyby nigdy nic wsiadła do samochodu z praktycznie nieznajomym chłopakiem i wyruszyli w kilkuset kilometrową podróż. Wprost niewiarygodne

Kolejną postacią jest Jasper. Z opowieści Wylie jest typowym dupkiem, jak poznajemy go troszkę bliżej okazuje się bardzo uczuciowym chłopakiem z trudną przeszłością. Jak na razie stereotypowo, przecież nasza rozhisteryzowana Wylie z dupkiem nie wsiadłaby do samochodu. Potem jest tylko gorzej. Do końca nie wiem jaka relacja łączyła Jaspera z Cassie, czy byli nadal parę skoro wiedział, że Cassie ma kogoś innego? Czy był z nią bo pomimo tego że był piekielnie przystojny bał się, że nie znajdzie sobie innej ? Czy byli po prostu przyjaciółmi? Relacje jego i Cassie niestety nie składały się na wspólną całość

Na koniec zostawiłam sobie Cassie, która byłą dla mnie najgorszą, najohydniejszą i samolubną postacią w całej książce. Po pierwsze po takiej tragedii jaka spotkała Wylie jej najlepsza przyjaciółka powinna siedzieć i warować przy niej jak pies. Z drugiej strony powinna być jak psycholog i clown w jednym by pomóc Wylie wyciągnąć się z dołka. A co zrobiła Cassie? Zniknęła na parę dobrych miesięcy nie dając znaku życia. Dopiero jak była w potrzebie to do kogo napisała do Cassie, bo do kogóż by innego, no jeszcze do chłopaka ale tylko dlatego, że miał on prawo jazdy by podwieźć Wylie. Dobrze , zachowanie Cassie mogę zrozumieć, nie chciała za bardzo angażować się w sprawy przyjaciółki bo cała sytuacja była dla niej za ciężka a nastolatki mają problem z emocjami. Ale pisanie do swojej przyjaciółki kiedy nie wie się gdzie jest, nie wie z kim i co jej groziło? Narażanie jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo? To już było dla mnie za dużo, przecież najprościej było zadzwonić na numer alarmowy.

Tyle o bohaterach, teraz słów parę a samej akcji a troszkę tego było. Z początku książka wydawała mi się interesująca. Poznajemy rodzinę Wylie i jej przeszłość, dowiadujemy się o jej relacjach z przyjaciółmi i związkach między nimi . Nawet część, która rozpoczyna ich "road trip" była w miarę interesująca. Jednak do czasu. W końcu zdarzenia stały się tak nieprawdopodobne , że czytając zaśmiewałam się do rozpuku. W pewnym momencie nawet pomyślałam, że brakuje tylko UFO i naprawdę mało się pomyliłam. Dosłownie wszystko złego czy nieprawdopodobnego, co mogłoby się przydarzyć bohaterom się wydarzyło. 

Pewnie dla niektórych czytelników mnogość zdarzeń i niesamowite tempo akcji będą poczytane za plus. Jak dla mnie po pierwszym zdarzeniu na stacji benzynowej bohaterowie powinni zrobić nic innego jak złapać za telefon i zadzwonić na policję. Właśnie to, że tego nie zrobili odbiera im  jakakolwiek wiarygodność.

Zakończenie było przewidywalne, fabuła cieńka, akcja naciągana, z pewnością nie sięgnę po kolejne domy, a na domiar złego autorka zraziła mnie do gatunku new adult suspence już chyba kompletnie.