piątek, 24 lutego 2017

"Straszna nowina o okrutnym mordzie Szymona Abelesa" Marek Toman

 Tytuł : "Straszna nowina o okrutnym mordzie Szymona Abelesa"
Autor : Marek Toman
Wydawnictwo : WAM
Rok wydania : 2016
Liczba stron : 456
Tytuł oryginału : Velika novina o hroznem mordu Simona Abelese





 Swoje groby



Zawsze fascynowało mnie czytanie książek, które dostają mało komentarzy. Czy to dlatego, że na nie nie zasłużyły? Czy może dlatego, że zrecenzowanie ich było zbyt trudne? Może czytelnicy bali się, że źle je zrozumieli lub po prostu książki te nie miały wad a ciężko pisać o samych zaletach? W przypadku tej powieści mam mieszane uczucia. Na pewno nie zaliczyłabym jej do moich ulubionych jednak uważam, że warto ją przeczytać chociażby dlatego, że opowiada o faktach historycznych, które zdarzyły się u naszych bliskich sąsiadów Czechów. To nie tylko historia jednego domniemanego morderstwa. Ta książka opowiada o smutnym losie ludności żydowskiej w XVII wieku. 
Szymon Abeles zafascynowany kościelną muzyką decyduje się porzucić wiarę przodków i przejść na chrześcijaństwo. Odwiedza mistrza drukarskiego Hermana, konwertytę, którego prosi o pomoc. Ten ofiaruje mu miejsce w swoim domu dopóki po chrzście nie zajmie się nim zakon jezuicki. 
Pewnego dnia po Szymona przychodzi zdenerwowany ojciec i zabiera chłopca do domu. Nazajutrz do uszu Hermana dochodzi wieść, którą huczy całe miasto. Łazarz, ojciec chłopca, rozwścieczony faktem , że syn jest odstępcą od jedynej wiary, truje Szymona. 
Rozpoczyna się proces, podczas którego Szymon zostaje męczennikiem, a jego zabójcom wymierzona zostaje sprawiedliwość. Herman bierze w nim udział jako protokolant. 

Czasy współczesne. Antropolog Ladislav poszukuje trumny ze szczątkami Szymona Abelesa w kryptach jednego z praskich kościołów. Pewnego dnia wracając z pracy zdaje sobie sprawę, że zniknął jego syn Szymon. Ladislav kontaktuje się z byłą małżonką, szkołą i policją. Rozpoczynają się poszukiwania. Ladislav oprócz przemierzania wąskich uliczek w poszukiwaniu syna , musi również zmierzyć się z przeciwnikami w grze komputerowej Battle Church, gdyż jest to jedyny trop prowadzący do jego syna 

Część książki opowiadająca o Szymonie Abelesie jest historią prawdziwą. Faktycznie w XVII wieku żył chłopiec , który uciekł z żydowskiego miasta by przyjąć wiarę chrześcijańska. Widać, że autor zadał sobie duży trud by zgłębić ten temat gdyż nie jest to zbyt rozpowszechniona historia. Toman, z zawodu tłumacz i dyplomata, nie bawi się w rozliczanie przeszłości tylko wiernie trzyma się zgromadzonych faktów, czasem tylko dodając mało istotne elementy fikcyjne. 
Ta część książki była naprawdę bardzo dobra. Opisywała prawdziwy obraz społeczeństwa ówczesnych czasów , wraz z jego społecznymi niesprawiedliwościami. Wiem, że Żydzi bardzo dużo wycierpieli w przeszłości, jednak nawet w mieście tak tolerancyjnym jak Praga i to wieki przed rozpoczęciem II Wojny Światowej już widzimy pierwsze przejawy holokaustu, tym razem sankcjonowane przez prawo. Bo czyż proces wytoczony Łazarzowi, można nazwać sprawiedliwym? Czy to Kościół nie pociągał za sznurki by tylko umocnić wiarę chrześcijańską i znaleźć nowego męczennika? Bycie Żydem w tamtej Pradze było naprawdę trudne. Wiązało się z życiem w gettcie, ograniczonym dostępem do niektórych zawodów i ostracyzmem. Dlatego nie dziwi mnie, że było tak wielu konwertytów. Jeśli człowiek chciał w życiu coś osiągnąć musiał podjąć decyzję. Zmienić wiarę czy wyjechać za granicę gdzie może lecz nie musi być lepiej.

Z kolei druga część książki mnie nie urzekła, wręcz powiem, że była dla mnie nie zrozumiała. Po pierwsze dlaczego Szymon zamieszkał z ojcem, który ewidentnie nie miał dla niego czasu? Przecież rozwiedli się z żoną tylko i wyłącznie dlatego, że zbyt dużo czasu spędzał przy "Swoich grobach", jak to pięknie określiła. Jaka matka oddaje syna pod opiekę ojca, który żyje w swoim własnym świecie?
Druga sprawa. Ginie dziecko a wy jesteście rodzicami. Co robicie? Chodzicie nadal do pracy? Spotykacie się na kawę z przyjaciółmi? Żyjecie tak jak dawniej czekając aż policja zadzwoni z wieściami? Tak właśnie zachowywał się Ladislav. Zaginięcie syna przyjął nad wyraz obojętnie. Owszem zadzwonił na policję oraz do kolegów syna, jednak tylko dlatego, że tak należało zrobić. Podszedł do tego jak do nowej zagadki historycznej, którą musi rozwiązać. Jakoś nie wyczułam między Ladislavem a Szymonem relacji ojciec-syn.
Kolejne rzeczy, które wydały mi się w książce niepotrzebne. Pierwsza : Gra Battle Church. Nie mam zielonego pojęcia jaki cel miał autor. Rozumiem, że Ladislav zalogował się do gry w poszukiwaniu syna, który spędzał przy niej długie godziny. Jednak czy zamiast tego nie powinien odwiedzić forum gry czy jej fanpage? Porozmawiać z innymi użytkownikami? Miał hakera , który z łatwością by mu w tym pomógł. Nawet w grze nie starał się z nikim nawiązać kontaktu. A może ta gra miała nam pokazać ważne fakty historyczne? Jednak jedyne co dostaliśmy to migawki zdarzeń. Bezładną bieganinę człowieka z mieczem, w następnej scenie teleportowanego parę wieków później. Ja niestety tego nie zrozumiałam.
Druga: Związki naszego bohatera. Już wiemy, że z żoną mu się nie ułożyło i w zamian dostajemy dziennikarkę Monikę. I to jest rzecz, której nie lubię. Jak w fajną zagadkę wkrada się bezsensowny romans, bo czy realnym jest, że człowiek poszukujący swojego syna ma w głowie romanse? Zresztą Monika była tylko szkieletem, mało ważnym dodatkiem do całej fabuły, której wątek praktycznie nie miał na nią wpływu i jeszcze mniej sensu. 
Rzecz trzecia : Czy antropolog zajmujący się konkretnym tematem, wraz z rzeszą archeologów, przed przystąpieniem do wykopalisk nie zgłębia dokładnie tematu? Wydaje mi się to podstawą przed rozpoczęciem pracy. Tutaj tymczasem nasz bohater odkrywa fakty, które były dostępne szerokiej publiczności tylko jemu nie chciało się otworzyć google i w nim poszperać, a w końcu to one doprowadziły go na właściwy trop.

Podobał mi się język, którym była napisana książka. Widać, że autor ma talent i lekkość pisania. Podobały mi się listy jakie ojciec Maciej wysyłał z Ameryki o nawracaniu Indian.  
Podobał mi się styl, nie było tu zbędnych opisów i dłużyzn, książkę czytało się całkiem przyjemnie. Jedyną rzeczą , która mnie denerwowała było częste przeskakiwanie z miejsca na miejsce. Raz nasz bohater znajduje się w Kościele by w następnej linijce rozmawiać przy kawie. I tak praktycznie przez całą książkę. Tak jak by każda rozmowa urywała się w połowie zdania i rozpoczynał się nowy wątek. 

Czy polecam? Tym którzy lubią książki historyczne to jak najbardziej, gdyż to naprawdę kawał dobrze odwalonej roboty. Tym którym zależy na przeczytaniu opowieści o ojcu, który poszukuje swojego syna, czyli kryminału z wątkami obyczajowymi odradzam, są lepsze książki tego gatunku na rynku.