wtorek, 28 marca 2017

"Odrodzić się z popiołów" Akiko Mikamo

 Tytuł: "Odrodzić się z popiołów"
 Autor : Akiko Mikamo
 Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
 Rok wydania : 2016
 Liczba stron : 256
 Tytuł oryginału : Rising From The Ashes




 Lekcja wybaczania


Jest to jedna z tych książek, które po prostu łapią za serce, jedna z tych które dają do myślenia. Atak bombowy na Hiroshimę przez wiele setek lat będzie gościł na kartach naszych podręczników. Było to zdarzenie bezprecedensowe. Niektórzy twierdzą, że był złem koniecznym, inni że pokazem potęgi i władzy. Jednak książka ta nie szuka przyczyn, nie obwinia , pokazuje skutki. Skutki ataku terrorystycznego za które brak jest ludzi odpowiedzialnych. Po takiej powieści można by oczekiwać gorzkiego języka, języka ofiary, która nie wybaczyła, jednak po przeczytaniu uświadomiłam sobie jak mentalność zachodnia różni się od mentalności kultury wschodniej. To właśnie od nich powinniśmy uczyć się pokory, spokoju i poczucia odpowiedzialności. 


Poranek 6 sierpnia 1945 roku. Czas kiedy ludzie jeszcze śpią lub wybierają się do pracy. Współczesna Hiroshima, betonowo-drewniane miasto- centrum dowodzenia obroną południowej Japonii. Niestety zbyt późno podjęto decyzję o ewakuacji , w momencie kiedy bomba dotknęła ziemi w mieście znajdowało się nadal około 250 tysięcy mieszkańców. W tym Shinji Mikamo, 19-letni mężczyzna, pracujący na dachu swojego domu, zaledwie 1200 metrów od miejsca, w które uderzyła bomba. Jeden z nielicznych, którym udało się przeżyć, kiedy 80 tysięcy innych zginęło w jednej sekundzie. Poparzony, zszokowany młody chłopak, któremu udało się przeżyć piekło. 
Książka ta jest opowieścią o jego walce o godne życie.

Ciężko jest pisać tę recenzję mając wciąż przed oczami obrazy z książki. dziękuję autorce, córce głównego bohatera za to, że posługiwała się prostym językiem, gdyż on jest najbardziej sugestywny. Nie owija w bawełnę, nie upiększa tylko daje czysty bezpośredni przekaz. Dostałam obraz masakry. Nie potrzeba tu Stephena Kinga czy Grahama Mastertona, twórców wspaniałych powieści grozy, to my sami, zwykle ludzie jesteśmy w stanie zgotować sobie istny horror, jedna z największych masakr ludzkości w dziejach. Obrazy które mam przed oczami są tak realistyczne, że czuję ból rannych, poparzonych ludzi, czuję swąd spalonej skóry, widzę poszatkowane miasto, który płonie na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów i słyszę ten krzyk - resztki ocalałych, których dotknął Armageddon.

Jeden z ocalonych powiedział : " „Nagle zapadła ciemność, słońce wyglądało jak księżyc. Potem usłyszałem jęki, a słońce zaczęło robić się coraz bardziej żółte. Spośród 90 studentów politechniki, z którymi tego dnia pracowałem, przeżyło do dziś czterech czy pięciu”

W tej scenerii poznajemy młodego mężczyznę. Mężczyznę, który miał swoje marzenia i plany, które zostały zniweczone na zawsze. Człowiek w jednej chwili prowadzi całkiem normalne życie by w następnej obudzić się na ulicy ze skórą odchodzącą od kości. Czym on sobie zasłużył na ten piekielny stos? Jednak nasz bohater się nie poddaje. Chory, poparzony, napromieniowany szuka pomocy. Jednak dookoła widzi tylko zgliszcza i śmierć, na każdym rogu natyka się na ciała zabitych lub konających. To nie jest bomba w metrze, to nie jest zamach na WTC, tutaj nie przyjedzie straż pożarna i lekarze gotowi pomóc potrzebującym. To wszystko już nie istnieje, całe miasto to gruzowisko, gdzieniegdzie ze zgliszczy wystają betonowe konstrukcje, które kilka lat później zamienią się w pomniki pamięci. Więc gdzie szukać pomocy? Za rogiem był szpital, z którego została piwnica, posterunek zniknął wraz z huraganem nuklearnym. Jednak naszemu bohaterowi dzięki niesamowitej sile woli udaje się przeżyć udaje się uzyskać pomoc.

Wraz z nim przeżywamy jego życie. Lata w szpitalu, kiedy lekarze nie dawali zbyt wielkich szans na przeżycie. Lata wyrzeczeń i frustracji oraz oczywiście nadziei, która była największą siłą napędowa. Myślę, że ludzie zachodu nie są w stanie zrozumieć tej książki, brakuje nam tej prostoty która cechuje Japończyków i tej wiary we własne ludzkie możliwości. 
Hiroshima się nie poddała, odrodziła się jako dobrze prosperujące, nowoczesne miasto z tragiczną historią. Jednak to nie dokonało się z dnia na dzień. W pierwszych latach po wybuchu bomby w mieście zapanował chaos. Władze Japonii , która nadal była w stanie wojny, nie wiedziały co robić. Brakowało rąk do pracy - kolejne osoby którym udało się przeżyć wybuch umarły na skutek choroby popromiennej - kolejne 230 tysięcy niewinnych osób. W mieście szerzyło się bezprawie, napady rabunkowe były na porządku dziennym, panował głów, rozpoczęły również działalność kartele narkotykowe. Jednak z dnia na dzień miasto jak feniks, zaczęło odradzać się z popiołów. Zaczął odradzać się przemysł i usługi, do miasta zaczęła napływać ludność. Jak spojrzycie na zdjęcia współczesnej Hiroshimy to tylko ruiny w strefie zero będą wam przypominać o tragedii która zdarzyła się kilkadziesiąt lat temu. 

Po takiej książce mogłam spodziewać się oskarżenia, zresztą zupełnie uzasadnionego. Jednak niczego takiego nie dostałam. Autorka czy jej ojciec nie obwiniają Amerykanów za zbrodnię na ludzkości, której się dopuścili, po prostu opowiadają tragiczną historię swojego życia, życia osób które znalazły się w złym miejscu o złym czasie. Taki brak martyrologicznego podejścia jest typowy dla kultury wschodniej, nas europejczyków może dziwić a nawet wywoływać frustrację. Może właśnie tego powinniśmy się od nich uczyć? Choć to przecież tak trudne. Czy w ogóle jest możliwością wybaczyć atak , w którym straciło się całą rodzinę? Czy da się po tym normalnie żyć? 

Ta książka uczy wybaczać. To na pewno. Jednak czy gotowi jesteśmy na taką lekcję?