poniedziałek, 20 marca 2017

"Zagadka w bieli" Jefferson Farjeon

Tytuł : "Zagadka w bieli"
Autor : Jefferson Farjeon
Rok wydania : 2016
Wydawnictwo : Zysk i S-ka
Tytuł oryginału : Mistery in White






Inteligencjoskopia



Często się zdarza , że nie zgadzam się z opiniami innych czytelników, jednak zazwyczaj działa to w drugą stronę. To co jest wychwalane pod niebiosa dla mnie jest kiepskie bądź przeciętne. Tym razem jest inaczej. Większość czytelników uznało tę książkę za słabą bądź przeciętną właśnie z kolei dla mnie była powrotem do starej dobrej klasyki, zagadek rodem z powieści Agathy Christie. czytając tę napisaną kilkadziesiąt lat temu lekturę z łatwością można się przenieść w świat sprzed ery technologicznej. Zamiast daktyloskopii, komputerów czy kamer zostaje nam tylko inteligencja i zdrowy rozsądek. Polecam

Wigilijny wieczór. Ze względu na burzę śnieżną w pobliżu miejscowości Hemmersby zatrzymuje się pociąg. Maszyniści i kierownik pociągu nie są w stanie powiedzieć pasażerom jak długo przyjdzie im czekać na wznowienie podróży. Kilkoro z nich postanawia opuścić przedział i na własną rękę dostać się do drugiej linii kolejowej. Jednak szalejąca wokół zamieć krzyżuje ich plany. Zmuszeni są przeczekać śnieżycę w napotkanym przy drodze domu. Kiedy otwierają drzwi widzą, że pali się ogień w kominkach a na stole czeka dopiero co przygotowana herbata. Jednak nigdzie nie ma ani śladu gospodarzy. Pasażerowie postanawiają odkryć zagadkę opuszczonego domu, kiedy niespodziewanie pojawia się zabójca. 

Prawda, że to wszystko brzmi pięknie? Czy nie przypomina wam to "Dziesięciu murzynków" Christie? Jeden dom, uwięzieni w nim ludzie i morderstwo? Czy uda wam się rozwiązać zagadkę?
Niestety w tym przypadku nie jest tak łatwo, gdyż na naszej scenie co i róż pojawia się nowa postać. A galeria postaci jest zaiste bardzo osobliwa. Mamy tutaj zmierzające na święta do rodziny rodzeństwo które uciechę znajduje w rozkosznych sprzeczkach, przeziębionego urzędnika, który przesypia całe zdarzenie, członka Królewskiego Towarzystwa Parapsychologicznego, robotnika z Londynu, skrzypaczkę i podróżnika samochwałę. Zapowiada się niezwykle interesująco. 
Część czytelników zarzuca autorowi, że postacie są płytkie. Ja w tym momencie mam pytanie : czy mamy do czynienia z powieścią obyczajową czy choćby z thrillerem psychologicznym gdzie wymagane jest zgłębienie psychiki postaci? Dla mnie w tej powieści najważniejsza była zagadka i drogi prowadzące do jej rozwiązania. 
Wyobraźcie sobie świat sprzed 80 lat. Daktyloskopia dopiero raczkowała, jednak o komputerach nawet jeszcze nie myśleliśmy. Światło elektryczne było rzadkością. Wyobraźmy sobie czasy Sherlocka Holmesa gdzie najważniejsza była spostrzegawczość, logika i umiejętność wyciągania wniosków. Chciałam podziękować autorowi za postać Pana Maltbiego bo z pewnością stała się jedną z moich ulubionych. Jego szósty zmysł, bystrość i zdolność łączenia pozornie nieistotnych faktów w spójną całość była po prostu fenomenalna. Ten starszy już mężczyzna praktycznie sam rozwiązał całą zagadkę. Nie mówię, że inni do niczego się nie nadawali - co to to nie. Każda z tych postaci wniosła wkład w powieść. Czy to miał być element komizmu czy kobiecości. \

Na pewno wielką zaletą książki jest język jakim została napisana. Oczywiście zdajemy sobie sprawę , że autor nie żył w czasach nam współczesnych i widać to w jego stylu. Ale to właśnie jest piękne. Czytałam parę powieści stylizowanych na te z początku poprzedniego wieku i zazwyczaj coś nie grało, a tutaj wszystko do siebie pasuje. 
Jak pewnie wiecie czytając moje recenzje nie jestem fanką zbyt długich opisów raczej preferuję dialogi, dlatego też książka ta była dla mnie nie lada gratką, szczególnie że dialogi te w dużej części były przekomiczne. A nie ma to jak dobry kryminał napisany z poczuciem humoru.
Jednak nie myślcie sobie, że to lekka powiastka. Bynajmniej. Pomimo humoru autorowi udało się zbudować klimat grozy i stopniowo wzrastającego napięcia. Jak jeszcze dodamy do tego duchy i zjawiska paranormalne... prawda, że to brzmi cudownie?

Mam tylko jedno ale. Fabuła powieści toczy się w trakcie jednej doby co wydaje się zgoła nieprawdopodobne. Dzieje się tutaj tyle, że tygodnia by nie starczyło na zmieszczenie wszystkich zdarzeń. Dam przykład. Młody mężczyzna wychodzi sprawdzić ślady wokół domu i natrafia na dwójkę zgubionych podróżnych. Po pierwsze czy nasz bohater posiadł zdolność infrawizji? Czy po prostu nasz autor zapomniał, że w zimie robi się dość szybko ciemno? Zresztą to nie ma nic do rzeczy ponieważ nasz bohater wyszedł ok 23 więc i w lato byłoby ciemno. Więc jakim cudem, bez latarki udaje mu się znaleźć w śniegu ślady? czyżby kierował się światłem księżyca ? Ale to przecież też jest nie realne bo niebo zasnuwa gruba warstwa chmur z których pada śnieg. Właśnie o to mi chodzi mówiąc, że tygodnia by nie starczyło. Fabuła nabrała by autentyczności gdyby pewne wydarzenia oddalić w czasie. A w to miejsce może dodać dogłębniejsze charakterystyki bohaterów, czyli coś czego domagają się krytycy?

Jednak dla mnie spotkanie z "Zagadką w bieli" było niesamowitym przeżyciem. Zazwyczaj kryminały nie zostają w mojej głowie długo jednak dla tego zrobię specjalną przegródkę. Nie wiem czy to przez sentyment do książek z młodości, czy przez fakt, że książka sama w sobie jest po prostu genialna. 
Polecam wszystkim