wtorek, 21 marca 2017

"We mgle" Linn Ullman

 Tytuł: "We mgle"
 Autor : Linn Ullman
 Wydawnictwo : W.A.B
 Liczba stron : 352
 Rok wydanie : 2016
Tytuł oryginału : Det Dyrebare




 Nordic noir


Literatura skandynawska większości czytelnikom kojarzy się z mrocznymi, często brutalnymi, kryminałami, z czekającą na rozwiązanie zagadką. Są to książki w których dzielni detektywi tropią przestępców wszelkiego asortymentu. Dlatego czytając opinie czytelników poniekąd nie jestem zaskoczona, że książka średnio przypadła im do gustu. Z drugiej strony się dziwię. Czyżby zasugerowali się skandynawsko brzmiącym nazwiskiem i oczekiwali świetnego kryminału z wartką akcją i z mnogością zwrotów akcji? Przecież samo wydawnictwo określiło powieść jako czarną komedię obyczajową ( z czym się zupełnie nie zgadzam ) lub thrillerem psychologicznym. Już po samym opisie mogliśmy się spodziewać, że tym razem wnętrzności nie będą latały w powietrzu. 

Kiedy Siri była małą dziewczynką, podczas spaceru z bratem doszło do wypadku i chłopczyk utonął w jeziorze. Po tym zdarzeniu matka Siri odsunęła się od rodziny i popadła w alkoholizm. Kiedy po latach udało jej się rzucić picie nadal nie potrafiła przebaczyć swojej córce tego że nie dopilnowała brata. Trzymała ją na dystans.
Kilkadziesiąt lat później Siri wraz z mężem Jonem i dwoma córkami Almą i Liv wybierają się na wakacje do domu rodzinnego Jenny, matki Siri. To właśnie tu Jon znajdzie spokojne miejsce gdzie wróci mu wena pisarska i będzie w stanie ukończyć trzeci tom bestsellerowej powieści na którą od kilku lat czeka wydawnictwo. 
Ponieważ Siri musi dojeżdżać do pracy w mieście a Jon zajmuje się pisaniem małżeństwo musi wynająć opiekunkę dla młodszej córki. Do aneksu przy ich domu wprowadza się 19-letnia dziewczyna Mille. 
Podczas 75 rocznicy urodzin Jenny, Mille wychodzi z przyjęcia i nie wraca do domu. Pomimo zaangażowania mieszkańców i policyjnego śledztwa dziewczyny nie udaje się odnaleźć.
Kilka lat później 3 nastolatków znajduje ciało.

Ciężko mi przypisać książkę do jakiegokolwiek gatunku literackiego. W jednej z recenzji na portalu goodreads.com znalazłam jednak coś pod czym mogę się podpisać. Autor recenzji zaliczył się do Nordic Noir. To do mnie przemówiło. Książka jest napisana takim stylem, że mrok, mgła i niepokój są odczuwalne na praktycznie każdej stronie.
To jest jedna z tych powieści w których rozwiązanie zagadki znamy już po pierwszych kilkudziesięciu stronach. Nie będzie tutaj żmudnego policyjnego śledztwa, gdyż od samego początku wiemy co spotkało Mille. Tym, którzy nastawiają się na wartką akcję z mnóstwem dialogów radzę nie sięgać po tę pozycję, za to miłośnikom powieści obyczajowych, opowiadających o trudnych relacjach rodzinnych czy między członkami społeczności w ogóle zdecydowanie polecam.

To co mnie urzekło w tej powieści to postacie. Rzadko się zdarza, że autor ma talent stworzyć tak realistycznych bohaterów. Bohaterów z problemami, które mogą dotknąć każdego z nas, i zapewne znamy wiele osób które są lub były w podobnej sytuacji. Sztuką jednak było to by te problemy tak wyolbrzymić, żeby czytelnik zaczął je współodczuwać. Rzadko mi się zdarza połączyć mentalnie z postacią z książki, w tym wypadku każda jedna znajdowała moje współczucie, zrozumienie i sympatię. A panteon postaci, choć może niezbyt rozbudowany, jest wprost fenomenalny. Pisarz tracący wenę twórczą, rozgoryczona matka dwójki dzieci, która odrzucona przez własną rodzicielkę czuje, że traci kontrolę nad własnym życiem, szaloną staruszkę żyjącą przeszłością, zbuntowaną nastolatkę oraz diaboliczną opiekunkę. Ba, nawet mamy szczęśliwego lecz nieco znudzonego życiem psa - który odgrywa dość ważną rolę w powieści.

Dla mnie ta powieść nie była o morderstwie. Owszem zginęła młoda dziewczyna, co nigdy nie powinno się zdarzyć - szczególnie w takich okolicznościach. Dla mnie była to powieść o uczuciach, o trudnych relacjach pomiędzy rodzicami a dziećmi, o braku komunikacji i zrozumienia. Czytamy o dwójce ludzi, którzy przechodzą trudny okres w swoim życiu. Może są znudzeni? Może analizują swoją przeszłość i ewentualne drogi, którymi mogli podążyć a nie znaleźliby się w tym punkcie? Może nigdy do siebie nie pasowali?
Czytamy o problemach nastolatków, o odkrywaniu swojej tożsamości o buncie młodzieńczym. 
Jednak dla mnie to była opowieść o stracie. Jenny straciła syna i do końca życia nie mogła się z tym pogodzić. Amanda, matka Mille straciła córkę i również popadła w głęboką depresję. Mogło by się wydawać, że zarówno Jenny jak i Amanda to postacie drugoplanowe jednak to właśnie ich krzywda i ból który odczuwają ma wpływ na zachowanie innych bohaterów. Będąc postaciami drugoplanowymi tak naprawdę kierują całą akcją. I właśnie to było piękne.

Podziwiam autorkę, zresztą córkę znanych norweskich artystów, za jej kunszt literacki i styl pisania. Co zawsze podkreślałam w moich recenzjach : bardzo nie lubię powtórzeń, nie ważne czy po prostu słów czy punktów widzenia. W tym wypadku byłam zaskoczona. Nie będą oszukiwać ta powieść to jedno wielkie sprawozdanie z tego samego zdarzenia z perspektywy coraz to innych postaci. Mało tego nie dość, że słowa się powtarzają - i jest to zabieg notoryczny to powtarzają się całe akapity. I co? I nic. Pierwszy raz w życiu w przypadku powieści nie było to dla mnie denerwujące tylko piękne - traktowałam to jak kursywę mającą za zadanie uwypuklić znaczenie zdarzenia. Piękne. 
Chociaż mamy do czynienia z książką, która aż kipi smutkiem i żalem autorka nie pozwala nam po prostu wziąć chusteczki i wycierać łez. Dialogi są tak fenomenalnie skonstruowane, że faktycznie czasem odnosiłam wrażenie , że mam do czynienia z komedią. To było tylko powierzchowne a jednak jakże odświeżające. Bo który autor chce by czytelnik po skończeniu powieści chodził przez tydzień zdołowany?
Przeczytałam kilka negatywnych komentarzy odnośnie zakończenia. Sama zastanawiałam się jak autor zakończy tę książkę. W przypadku kryminału byłoby to oczywiste. Sprawca złapany i po sprawie. Ale tutaj znamy sprawcę od początku a tym samym rozwiązanie zagadki. Tym samym nie było pytań na które chcielibyśmy poznać odpowiedź. Mnie zakończenie jak najbardziej zadowoliło bo pozwala na swobodną interpretację i użycia tego co mamy pod naszą czaszką co w przypadku innych powieści jest czasem niepotrzebne. 

Jest to jedna z najlepszych powieści jakie udało mi się przeczytać w tym roku. I czekam na więcej. Mam tylko jedno ale. Żałuję że się nie dowiedziałam, jaka byłą relacja między Irmą a Jenny - a szkoda bo wątek był naprawdę fascynujący, pozostaje mi się tylko domyślać. A domysłów mam wiele od szantażu zaczynając a na miłości homoseksualnej kończąc.