czwartek, 22 czerwca 2017

"Tożsamość zbrodni" Damian Jackowiak

 Tytuł : "Tożsamość zbrodni"
 Autor : Damian Jackowiak
 Wydawnictwo : Novae Res
 Data wydania : 2017
 Liczba stron : 236


 Chaos w małym mieście

Większość czytelników boi się debiutów. Wiadomo wolimy sięgać po to co znane i sprawdzone. Ja mam na odwrót. Lubię sięgać po powieści początkujących pisarzy, odkrywać nowe talenty choć często po takiej lekturze nie czuję nic więcej jak tylko rozczarowanie. Jednak nie w tym przypadku. Książka Damiana Jackowiaka jest typowym przykładem debiutu osoby która ma świetne pomysły jednak jeszcze nie do końca dopracowany warsztat literacki. Było tutaj wszystko co dobry kryminał mieć musi : morderstwo, zwroty akcji, zaskakujące zakończenie, twardzi bohaterowie ale... No właśnie czego zabrakło? Książka jest niewielkich rozmiarów i myślę, że to jest jej najsłabsza strona. Brakuje tu "korpusu" wokół którego powinna się kręcić fabuła. Autor ewidentnie miał świetny pomysł jednak odnoszę wrażenie że pisząc zbytnio się śpieszył. Chciał jak najszybciej spiąć wszystkie wątki kosztem tła. A to właśnie ono jest smakiem każdej powieści.

Policjanci odnajdują zwłoki młodej kobiety. Została ona zamordowana. Jej ciało umieszczono na
wypalonym w ziemi pentagramie. Sprawca nie zostawił po sobie żadnych śladów. Śledztwo w sprawie zabójstwa prowadzi para detektywów, doświadczony Robert Juszcz i jego młodszy partner Bartek Parela. Kiedy śledztwo utyka w martwym punkcie dochodzi do kolejnego morderstwa. Znaleziona zostaje kolejna martwa kobieta. Tym razem morderca zostawił policjantom wskazówki. Rozpoczyna się gra w kotka i myszkę. Czy detektywom uda się złapać seryjnego mordercę? Wszystkie tropy prowadzą do szpitala psychiatrycznego, znanego w mieście ze względu na osobliwe rzeczy dziejące się w jego murach.

Książki kryminalne oceniam głównie pod kątem fabuły. Nie lubię gdy się zbyt obyczajowe, lub naładowane zbyt dużą dawką romansów. Dobra sensacja musi mieć trudną do rozwiązania zagadkę, nad którą czytelnik musi się troszkę pogłowić, odpowiednie tempo, niezbyt szybkie by dać czytelnikowi odetchnąć oraz w miarę wiarygodne zakończenie. Muszę przyznać, że pod względem fabularnym 'Tożsamość zbrodni" wypada naprawdę świetnie. Akcja powieści toczy się w małym miasteczku, gdzie do tej pory największą zbrodnią była kradzież piwa za sklepu monopolowego. Jest to enklawa spokoju gdzie mieszkańcy pobliskiego dużego miasta przyjeżdżają by się zrelaksować nad jednym z czterech okolicznych jezior. Właśnie w takiej scenerii popełniona zostaje zbrodnia. Ginie młoda dziewczyna, piękna i mądra studentka, mająca przed sobą całe życie. Potem ginie kolejna i kolejna. Morderca posługuje się znakiem pentagramu co sugeruje, że mamy do czynienia z fanatykiem religijnym. Ale czy tak jest naprawdę? Czy cała ta otoczka nie jest tylko po to by zmylić detektywów? Na dokładkę dostajemy szpital psychiatryczny, w którym ginęli ludzie, żołnierza cierpiącego na zespół stresu pourazowego oraz starą miłość, która nie rdzewieje. Czy to wszystko nie brzmi fantastycznie?  

Ze względu na to, że książka jest debiutem literackim potraktuję pisarza ulgowo jednak muszę zwrócić uwagę na warsztat literacki. Najsłabszą stroną tej książki jest właśnie styl jakim została napisana. Dialogi są sztywne, wymyślane na kolanie i często zupełnie nie pasujące do charakteru bohaterów oraz do sytuacji w jakich się znajdują. Nie potrafię sobie wyobrazić policjantów rozmawiających w ten sposób : "proszę się ogarnąć"- do osoby, która właśnie straciła kogoś bliskiego, lub "już możecie zabrać się za organizowanie pogrzebu". Ja rozumiem, że zawód detektywa to nie bułka z masłem ale żeby od razu taka znieczulica? 
Z drugiej strony części opisowe i retrospekcje były naprawdę udane. To właśnie z nich mogliśmy się dowiedzieć kim naprawdę byli nasi bohaterowie. Czytało się to naprawdę dobrze i z zainteresowaniem, szkoda tylko że takich fragmentów było naprawdę mało. 

Jak pisałam wyżej fabuła jest naprawdę dobra tylko wydaje mi się, że autor zbyt się rozpędził. Tak jak by się bał, że zaraz wszystko zapomni dlatego pisał szybko i często bez zastanowienia. Wyszło to nieco chaotycznie. Mamy tutaj naprawdę dużą liczbę bohaterów a zbyt mało stron. W pewnym momencie zaczęłam się gubić w tych wszystkich kobiecych imionach, szczególnie że praktycznie nic o tych dziewczynach nie wiedziałam. Opisy, opisy i jeszcze raz opisy. Co z tego, że wiem kto zginął jak nie wiem jak żył? Bez tego czytelnik nie poczuje połączenia z ofiarami, nie będzie im współczuł. A jak do tego dojdzie to lektura stanie się tylko bezsensownym przewracaniem stron. Ja chcę więcej. Chciałam się dowiedzieć jak zbrodnia wpłynęła na życie miasteczka, co mówiono w mediach, chciałam więcej szczegółów, opisów pracy policji. Tego wszystkiego mi zabrakło.Zwrócę uwagę na jeszcze jedną rzecz. Z obserwacji wiem, że jak pojawia się seryjny morderca to w centrali policji włącza się czerwony alert. Angażowane są wszystkie służby, detektywi, policjanci, prokuratorzy, prasa. Tutaj było cicho. Garstka ludzi próbowała złapać groźnego mordercę. Nie mieliśmy tu nacisków z góry, spadających głów. Wszystko to było oderwane od rzeczywistości.

Końcówka powieści i tym samym rozwiązanie zagadki mnie zaskoczyła. Nie tego się spodziewałam i za to dziękuję autorowi. Jest to jedno z lepszych zakończeń jakie miałam okazję przeczytać i wskazuje na to, że wyobraźnia Jackowiaka pracowała na najwyższych obrotach. Brawo. 

Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. Dostarczyła mi sporo rozrywki. Czyta się szybko nie tylko ze względu na małą objętość lecz na bardzo wciągającą fabułę. Chaos da się ogarnąć w miarę szybko, a mimo braku więzi z bohaterami nadal jesteśmy ciekawi jak potoczą się ich losy. Jak na debiut wypadło całkiem nieźle. Wierzę, że autor weźmie pod uwagę opinie czytelników aby następnym razem było jeszcze lepiej. Ja z pewnością sięgnę po następne książki. 

Za możliwość przeczytania książki i napisania recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu :