poniedziałek, 5 czerwca 2017

"Grzech" Nina Majewska-Brown

 Tytuł : "Grzech"
 Autor : Nina Majewska-Brown
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 384

 Wieś stereotypów

Uwielbiam Camillę Lackberg, i to między innymi dzięki notce wydawniczej, a mianowicie jej fragmentowi " Styl autorki, pełen humoru i odniesień do prowincjonalnej codzienności, przywodzi na myśl pisarstwo Camilli Läckberg." postanowiłam dać polskiej autorce szansę. Dodatkowo zaszeregowana do gatunku kryminał, thriller a nawet sensacja - zwiastowała dobrą rozrywkę. Muszę wam powiedzieć, że czuję się oszukana. Gdzie ta sensacja? Gdzie ten thriller? Czy tak właśnie
określamy życie szarych ludzi polskiej prowincji? Bo ta książka była niczym innym jak powieścią obyczajową (z dreszczykiem).

Aleksandra samotnie wychowuje szesnastoletnią córkę. Pięć lat po odejściu męża nadal ma mu za złe, że porzucił ją dla młodej sąsiadki mieszkającej dwie klatki obok. Pewnego dnia oglądając telewizję Ola widzi dziewczynę wyglądająca jak ona sama kilkadziesiąt lat wcześniej. Podobieństwo zwala ją z nóg. Czyżby w końcu udało jej się odnaleźć córkę, której szukała tyle lat? Dziewczynkę, którą jej odebrano tuż po porodzie? Niewiele myśląc postanawia ją odszukać. Wynajmuje domek nad jeziorem w miejscowości z której pochodził materiał telewizyjny. Niezrażona jest nawet tym, że w okolicy dzieją się różne dziwne rzeczy. Ktoś podpala stogi siana, a na płocie sołtysa znaleziono trzy martwe koty. 
Razem z córką wybierają się na wakacje. Czy kobiecie uda się odnaleźć córkę? Czy te poszukiwania nie narażą na niebezpieczeństwo jej rodzinę?

Na pewno wielkim plusem tej książki jest jej okładka. Tutaj wydawnictwo spisało się na medal. Patrząc na ten piękny obrazek naprawdę możemy przypuszczać, że będziemy mieć do czynienia ze znakomitym thrillerem lub powieścią kryminalną. Sam początek książki wróży równie dobrze. Przedzieramy się przez las wraz z samotną kobietą, razem z nią patrzymy w oczy śmierci. Również opis książki i wszystkie chwyty marketingowe zwiastowały zupełnie co innego. Więc co serwuje nam autorka?
"Grzech" jest niczym więcej niż powieścią obyczajową. Przez trzy czwarte książki poznajemy naszych głównych bohaterów. Autorka lubi zagłębiać się w detale. Takie bzdety jak kolor filiżanek czy chociażby ciągłe przypominania, że bohaterka nosiła sandały z koralikami niestety bardzo męczą, szczególnie czytelnika, który spodziewał się obiecywanej wartkiej akcji. 
Powiem szczerze, nie mam nic przeciwko warstwie obyczajowej jeśli jest wiarygodna. Niestety największą wadą tej książki jest właśnie brak autentyczności. 
Nie ma tu ani jednego bohatera, który wydawał by się realny, również relacje pomiędzy ludźmi są nierzeczywiste i zdystansowane, nawet w przypadku najbliższej rodziny. Gdybym popatrzyła z boku na Olę i jej córkę Monikę nigdy bym nie powiedziała, że są ze sobą spowinowacone. Monika jest w trudnym wieku, buntuje się jak każda nastolatka, ucieka z domu, przeklina, nie uczy się. Pewnego dnia postanawia zamieszkać wraz ze swoim chłopakiem na squacie. A co na to jej matka? Zamiast zabrać kieszonkowe i przetrzepać przez tyłek to jeszcze pyta córkę na ile pieniędzy liczy..O co kaman?
Córka wyprowadza się do ojca, a ta daje jej wolne światło. Dlaczego? Otóż nie dlatego, żeby dziewczyna odebrała życiową nauczkę, tylko ona będzie mieć więcej czasu na swoje poszukiwania. Nawet jak już wyjechały razem to zachowywały się bardziej jak koleżanki. Czy kochająca matka chciałaby się pozbyć córki by przemierzać wioskowe sklepy w poszukiwaniu porzuconego dzieciaka? Czy raczej zwierzyła by się, tej w końcu najbliższej osobie, i poprosiła o pomoc?
Przejdźmy teraz do Laury, ekspedientki w sklepie. Ta 26-letnia dziewczyna nie ma przed sobą przyszłości. Rodzice prowadzą gospodarstwo, które kiedyś przejdzie na nią, ale do tego czasu musi im pomagać, gdyż wraz z wiekiem nie są w stanie podołać wszystkim obowiązkom. Laura to jeden z największych literackich wampirów energetycznych jakie spotkałam w mojej czytelniczej karierze. Jest tak depresyjną i pesymistyczną postacią, że ze stron książki naprawdę wieje chłodem. Również jej relacja z rodzicami to nic innego jak fałsz. Nie ma tutaj ani miłości, ani zaangażowania. Po prostu kilka bytów żyjących obok siebie. Słabe.
Powiem szczerze. "Grzech" jest pierwszą książkę, w której nie spodobała mi się ani jedna postać. ANI JEDNA, wszystkie są przerysowane, fałszywe i po prostu nie da się im zaufać.

Drażnił mnie również język. Nie czytałam wcześniejszych powieści autorki, jednak troszkę pogooglowałam i wiem, że dobrze czuje się w konwencji obyczajowo-komediowej. I niestety to widać. Czytamy o morderstwach, czynach przestępczych, uprowadzeniu, mafijnych porachunkach i to wszystko napisane jest tak lekkim, wręcz żartobliwym stylem. Autorka serwuje nam porównania na zasadzie : rozwaliła się jak żaba na liściu, używa przestarzałego języka młodzieżowego wzmacniając go przekleństwami, używa zbyt licznych metafor, w ten sposób, że czytelnik w końcu przestaje zwracać uwagę na to, że fabuła toczy się wokół zdarzeń które były tragiczne. To kolejny czynnik, który odbiera książce wiarygodność. Kolejnym jest szafowanie stereotypami. 

Obraz polskiej wsi w powieści jest wprost groteskowy. Jeszcze tak naszpikowanej stereotypami powieści nie czytałam. Nie wiem czy tu wychodzą własne kompleksy czy po prostu niewiedza, jednak mieszkańcy małych miejscowości powinni poczuć się obrażeni. Polska prowincja w "Grzechu" to kartoflisko rodem z "Kronik Jakuba Wędrowycza"- Pilipiuka. Gorzała się leje na potęgę, dokoła ciemnogród i zacofanie, chusty na głowach i bieganie do kościoła. Wszędzie pety i ugory, ciemniaki i gumiaki, brak postępu, brak wiedzy.. czyżby autorka próbowała osadzić fabułę powieści kilkadziesiąt lat wstecz? Córka sołtysa jest zwykła (...) , jej chłopak to napakowany przygłup, który szczerzy zęby do laski ze stolicy, Laura pracuje w blaszaku, jej matka biega na zdrowaśki do Kościoła, ojciec siedzi na kanapie, baby stoją przy płotach i plotkują, wszędzie bida z nędzą i marazm. Wiem jak wygląda polska wieś, stanie na miedzy by obgadać sąsiada dawno się skończyło, ba nawet dotarła tam moda z miast. Ludzie są wykształceni a gospodarstw z jedną krową jest naprawdę niewiele. Teraz być rolnikiem to niezły zarobek- wystarczy popatrzeć na sprzęt gospodarski. 

Oh koniec już tego narzekania. Napiszę teraz o mocnych stronach. A konkretnie o jednej. O zakończeniu. Przyznam, że nie tego się spodziewałam i byłam bardzo zaskoczona. Zdecydowanie jest najmocniejszym punktem tej powieści. 
Jak chcecie spróbować to przeczytajcie pierwsze 80 stron a potem akapit zakończenia ;) Resztę można sobie darować, no chyba że lubicie marnować czas. 

Za możliwość recenzji gorąco dziękuję wydawnictwu Rebis