czwartek, 1 czerwca 2017

"Terapeutka" Bernadeta Prandzioch

 Tytuł : "Terapeutka"
 Autor : Bernadeta Prandzioch
 Wydawnictwo : Rebis
 Rok wydania : 2017
 Liczba stron : 312


 Thriller wiecznie żywy


Do tej pory raczej omijałam książki polskich autorów. Te zagraniczne wydawały mi się bardziej mroczne, lepsze, mniej zaściankowe. O wiele lepiej czytać o morderstwach popełnionych w tętniącym życiem Nowym Jorku niż na polskiej prowincji. "Terapeutka" była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. My wielbiciele powieści kryminalnych i thrillerów musimy  być ze sobą szczerzy i przyznać, że sięgając po ten gatunek nie oczekujemy wielkiej intelektualnej uczty tylko dobrej rozrywki i ciarek przebiegających po plecach. Po przeczytaniu tej powieści jestem w pełni usatysfakcjonowana. Jak na debiut jest to naprawdę dobra książka z ciekawą fabułą, napisana przystępnym jednak przyzwoitym językiem, pełna wiarygodnych bohaterów. 

Marta Szarycka jest psychologiem i wykładowcą akademickim. Choć dobija trzydziestki nie ma stałego partnera i rodziny. Jej życie wypełnia praca i związek z żonatym policjantem. Pewnego dnia
w ogrodzie na tyłach jej gabinetu znalezione zostają zwłoki chłopca. Ma on zmasakrowaną twarz co utrudnia identyfikację dziecka. Nikt też nie zgłasza jego zaginięcia. Marta i jej przyjaciel z pracy Adam, uważają że miejsce zabójstwa zostało wybrane przypadkowo jednak dziewczyna nie może się z tym pogodzić. Postanawia pomóc w śledztwie, szczególnie że kieruje nim jej kochanek. Porwane zostaje kolejne dziecko i tego samego dnia kobieta znajduje w swojej skrzynce mailowej list od porywacza. Pyta on czy tym razem uda jej się ocalić  dziecko? Czy Marcie uda się namierzyć mordercę? Czy sama jest w to zamieszana poprzez  wydarzenia z przeszłości? Czy będzie kolejna ofiara?

Za każdym razem biorąc do ręki nowy thriller zastanawiam się kiedy autorom skończą się pomysły. Bo ileż razem możemy czytać o morderstwach, gwałtach czy porwaniach? Dlatego autorzy często wykorzystują kontrowersyjne tematy. Kiedy na pierwszych stronach książki czytamy, że odnaleziono ciało zmasakrowanego dziecka to nic już nas nie zmusi do odłożenia książki na półkę. Musimy doczytać do końca chociażby po to by się dowiedzieć kto za tym stał, jakie były pobudki tego potwora. Czy był psychopatą? Czy zdarzył się nieszczęśliwy wypadek i chciano zatrzeć ślady? W przypadku tej książki smaczku dodaje to, że naszą główną bohaterką jest pani psycholog, która zostaje bezpośrednio zaangażowana w sprawę. Od psychologów oczekujemy wiedzy na temat ludzkiej natury, wierzymy że są po to by nam pomagać, że są to ludzie nieomylni, którzy rozwiążą nasze problemy. Przychodzimy na terapię i co zastajemy? Ciało w ogródku. Czy mordercą jest pacjent? Czy to możliwe, że terapia się nie udała i na wolności grasuje groźny przestępca u którego nawet nie zdiagnozowano żadnych zaburzeń? Wszystkie te pytania pojawiły się w mojej głowie podczas czytania tej książki. Choć bardzo się starałam (podobnie jak nasza główna bohaterka) do samego końca nie wiedziałam kto jest zabójcą. Podobnie jak ona analizowałam poszczególne portrety psychologiczne i zastanawiałam się, kto może się okazać psychopatą. Niestety zabrnęłam w ślepą uliczkę. Poniekąd bardzo się cieszę gdyż zakończenie książki okazało się dla mnie zaskoczeniem a o to w końcu chodzi, z drugiej strony zdałam sobie sprawę jak mało wiem o ludziach i jak bardzo pozory mogą mylić.

Kolejnym plusem książki była postać głównej bohaterki Marty. Obawiałam się (jak w przypadku innych powieści naszych rodzimych autorek), że będzie ona przesłodzoną idiotką czy typową matką polką, ustatkowaną, mającą dobrą pracę, gromadkę dzieci i szczęśliwe życie. Jakież było moje zaskoczenie kiedy za moją narratorkę dostałam prawdziwą kobietę z krwi i kości, typową przedstawicielkę płci żeńskiej XXI wieku wraz z wszystkimi przymiotami i wadami. Bo wierzcie mi Marta nie jest doskonała. Pomimo znakomitego wykształcenia i świetnej kariery jest zagubioną młodą kobietą, która prowadzi dość niepoukładane życie. Nie ma męża, nie ma dzieci. Można nawet powiedzieć, że skacze z kwiatka na kwiatek. Pewnie część czytelniczek właśnie za to ją znienawidzi. Za jej podejście do mężczyzn, pewnie nawet określą ją paroma niezbyt przyjemnymi epitetami. Ja natomiast poczułam do niej słabość i zrozumienie. Czy to jej wina, że zakochała się w żonatym mężczyźnie? Sama zdawała sobie sprawę z tego, że ten związek nie ma sensu. Może jej wszystkie skoki w bok były swego rodzaju próbą wyrwania się z patologicznego związku? Znalazłam w Marcie parę cech, które są mi bliskie. Ja również biegam na siłownię i liczę kalorie by potem zasiąść z butelką czerwonego wina (a częściej piwa) z książką na kanapie, oczywiście nad ranem mam wyrzuty sumienia. Ja też podobnie jak ona nie potrafię przejść obojętnie wobec krzywdy drugiego człowieka, ja też ze strach czy z lenistwa odkładam ważne rzeczy na następny dzień i tym samym ładuję się w nieustające kłopoty. Może dlatego tak ją polubiłam? Że nie poniekąd odnalazłam w niej siebie? 
Inni bohaterowie również są interesujący. Co prawda nie wiemy o nich zbyt wiele gdyż narracja jest pierwszoosobowa i w większości skupiamy się na odczuciach i emocjach Marty, jednak ich sylwetki są zarysowane tak wyraźnie i szczegółowo na ile pozwala konwencja gatunku, pamiętajmy że nie mamy tutaj do czynienia z powieścią obyczajową tylko thrillerem.

Co do samej fabuły to moim zdaniem jest rewelacyjna. Jak już raz się rozkręciła (co nastąpiło praktycznie na samym początku książki) to cały czas utrzymywała tempo. Autorka nie boi się pisać i widać to wyraźnie w używanym przez nią języku. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bardziej pasuje on do mężczyzny, prosty, brutalny czasami wulgarny. Autorka wspaniale buduje napięcie pomiędzy bohaterami, odważnie wplata wątki erotyczne. Język nie jest przesłodzony, zachowana została proporcja pomiędzy opisami i dialogami. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to parę fragmentów z supermarketów, jak na kobitkę która dba o swoją figurę i liczy kalorie to zbyt często udawała się do spożywczaka, a my oczywiście razem z nią. 
Zakończenie książki również było więcej niż zadowalające. Powiem, że byłam zaskoczona. Autorce udało się nie parokrotnie zmylić i za to jej dziękuję bo naprawdę dzięki temu wiem, że jeszcze nie wszystkie tematy w thrillerach został wyczerpane. 

Książkę polecam wszystkim fanom gatunku i tym, którzy mają ochotę na przeczytanie czegoś mocniejszego. To książka zbudowana na kontrastach, która ukazuje nam bogate życie klasy średniej i marazm i przemoc w dzielnicach biedoty. To książka gdzie czytamy o losach uśmiechniętych rodzin, by na następnej stronie płakać nas losem osieroconego chłopca. Szczerze polecam ten bardzo udany debiut i czekam na więcej.

Za możliwość zrecenzowania książki gorąco dziękuję wydawnictwu :