niedziela, 18 czerwca 2017

"Leon" Mons Kallentoft, Markus Lutteman

 Tytuł : "Leon"
 Autor : Mons Kallentoft, Markus Lutteman
 Wydawnictwo : Rebis
 Data wydania : 13 czerwca 2017
 Tytuł oryginału : Leon


Sztokholm has fallen 

Było to moje pierwsze spotkanie z autorem i nie powiem żebym była zaskoczona. Przywykłam do tego, że od szwedzkich pisarzy dostaję świetne, mroczne kryminały. Tak było i tym razem. Smaczku książce dodał fakt, że główny motyw fabularny opiera się na brutalnym morderstwie nastoletniego chłopca. A jest to dopiero początek. Zazwyczaj nie przemawiają do mnie książki napisane przez więcej niż jednego autora. Również i tym razem nie obyło się bez zgrzytów jednak nie miały one większego wpływu na odbiór książki.


Na kilkudziesięciu metrowym kominie opuszczonej fabryki policja odnajduje zwłoki dziecka. Na jego ciele policjanci znajdują ślady ugryzień i pazurów. Chłopiec był przed śmiercią torturowany.
Kilka dni później do gazet trafia link do strony internetowej. Obraz transmitowany jest na żywo. Na filmie widać przerażonego chłopca a nad nim wielki zegar odliczający czas do egzekucji. Czy Zackowi i pozostałym  policjantom z jednostki specjalnej uda się w porę dotrzeć do chłopca?

Na pewno największym plusem tej książki jest fakt, że już od pierwszej strony akcja pędzi na łeb na szyję i ani na chwilkę nie odpuszcza. To sprawia, że nie jesteśmy w stanie przerwać lektury. Na dodatek do samego końca autorzy trzymają nas w niepewności co do faktu kto jest zabójcą. Jestem fanką kryminałów, i przyznam że całkiem nieźle sobie radzę z rozwiązywaniem zagadek jednak tym razem miałam trudny orzech do zgryzienia. Ponadto w książce pojawiają się wątki poboczne, które tym bardziej urozmaicają lekturę. Pomimo że nie czytałam poprzednich książek doskonale się odnalazłam w świecie Zacka i jego przyjaciół z jednostki specjalnej. Oczywiście poruszane są tutaj wątki z poprzednich książek, jednak nie przeszkadza to w orientowaniu się w faktach. Autorzy jeszcze raz nam tłumaczą przeszłość naszych bohaterów. Wszystko to wyszło bardzo sprawnie. Po przeczytaniu tego tomu nie dość że mam ochotę sięgnąć po kolejne to jeszcze przeczytać poprzednie. 
Jak parę razy wspomniałam, przy okazji poprzednich recenzji, motyw morderstwa dziecka jest chwytem coraz częściej stosowanym przez autorów. Ma to zapewne związek z tym, że kiedy zamordowana zostaje niewinna istota porusza to nasze najczulsze struny. Kiedy ginie ktoś w porachunkach mafijnych to co najwyżej chcemy wiedzieć kto go odstrzelił ale jak ginie dziecko to nie dość że chcemy poznać tego zwyrodnialca to jeszcze to co siedzi w jego głowie. Boimy się że to samo może spotkać nasze dziecko. Na jego drodze może stanąć psychopata, który je skrzywdzi. Dlatego zawsze jak dostajemy w ręce taką książkę to chcemy wyłapać jak najwięcej informacji o profilu mordercy. Książka ta o samym mordercy mówi nam niewiele. Oczywiście poznajemy motyw, jednak autorzy w większości skupiają się nie na sylwetce tego psychopaty lecz na samym policyjnym śledztwie. Krok po kroku poznajemy nowe fakty, idziemy po nitce do kłębka. Czasem jednak miałam wrażenie że było tutaj zbyt dużo zbiegów okoliczności. Tak jakby naszym śledczym pomagała sama opatrzność. A to telefon z informacją, a to podsłuchana rozmowa. Za każdym razem jak trafiali na ślepy zaułek to znikąd pojawiały się nowe informacje i tropy. Za pierwszym razem to zlekceważyłam, jednak w przypadku kolejnych zaczęło mnie to troszkę irytować. Sama wpadłam na parę innych pomysłów, które jeszcze bardziej mogłyby uwiarygodnić fabułę bez uciekania się do zbiegów okoliczności. 

Przejdźmy teraz do języka jakim jest napisana powieść. Jak w przypadku większości kryminałów jest on zwięzły, często lakoniczny bez zbędnych opisów. W przeciwieństwie do thrillerów nie wnikamy tu nadmiernie w psychikę naszych bohaterów. Ich czyny nie są analizowane a opisywane co pozwala nam się wczuć w akcję. A tej akcji jest naprawdę wiele. Praktycznie na każdej stronie coś się dzieje. Właśnie to tempo było dla mnie czymś czego wymagam od książek tego gatunku. 
Zaskakuje również schemat budowy powieści. Mamy tutaj rozdziały bardziej opisowe z rozbudowaną narracją i takie które składają się z równoważników zdań, często jednowyrazowych. Ciekawe czy to właśnie tutaj widać podział na autorów? Mi osobiście to nie przeszkadzało jednak znam osoby które może to denerwować. 
Do jednej rzeczy muszę się przyznać a akurat teraz nadarza się doskonała okazja. Oczywiście nie jest to moje pierwsze spotkanie z literaturą skandynawską, nawet nie któreś z kolei. Przeczytałam około stu powieści norweskich czy szwedzkich autorów i zauważyłam że wszystkie mają jedną cechę wspólną. Autorzy Ci mają zamiłowanie do używania nazw własnych. Oczywiście wiem gdzie leży Sztokholm jednak nie posiadam wiedzy odnośnie jego dzielnic więc zaznaczenie, że nasz bohater wszedł do domu tam a tam albo poszedł na spacer do parku takiego a takiego zupełnie nic mi nie mówi. Chyba pisarze nie spodziewają się, że będę czytać książkę z mapą miasta w ręku?
W moich wyobrażenia Szwecja jawiła się jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Kraj w którym studenci dostają własne socjalne mieszkania a system społeczny dba o swoich obywateli. Szwecja w "Leonie" bardziej przypominała polski Śląsk lat 90 niż nowoczesny kraj europejski. Myślałam, że Europa północna wolna jest od nadużyć w systemie społecznym, ulice wolne od bezdomnych. Myliłam się. W Szwecji są ludzie którzy zamarzają na ulicach, giną dzieci, system azylancki jest w powijakach a przestępczość rośnie z dnia na dzień. Autorzy przedstawiają nam smutną wizję kraju, który dla wielu jest oazą spokoju. Dobre lata tego opiekuńczego i dbającego o obywateli systemu już dawno minęły.

Muszę przyznać, że polubiłam naszych głównych bohaterów choć zdziwiło mnie, że takie indywidua mogą pracować w policji, często na wysokich stanowiskach. Praktycznie nikt tutaj nie był wolny od problemów osobistych : narkotyki, tragiczna przeszłość, skłonność do przesady, lekkomyślność a nawet ślepota. To są atrybuty naszych oficerów śledczych. Brzmi jak komedia prawda? Jednak taka jest rzeczywistość. Czy właśnie to doprowadziło ten kraj w miejsce gdzie się znajduje?

Książka jest doskonałym przykładem jak napisać dobry kryminał. Pomimo kilku mankamentów czyta się ją szybko a wraz z rozwojem akcji rośnie nasze zainteresowanie i ciekawość. Koniec jest nieprzewidywalny a prosty język i grono dość osobliwych bohaterów sprawiają, że czytelnik ma ochotę na więcej. Polecam fanom gatunku. Tym którzy nie boją się mocnych scen i brutalnego języka.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki gorąco dziękuję wydawnictwu :