"Siła" Naomi Alderman

     Ta książka, co zresztą sugeruje sam tytuł, to prawdziwa twarda sztuka. Rzadko się zdarza, bym po lekturze miała tak mieszane uczucia. Sam pomysł na fabułę jest z pewnością nowatorski i intrygujący jednak sama powieść nie do końca mnie porwała. Autorka przedstawia nam pewien dystopijny obraz świata, w którym to mężczyźni, żyją w ciągłym strachu o swoje bezpieczeństwo. Autorka zastanawia się, jak takie przewartościowanie, wpłynęłoby na społeczeństwo i dotykające je problemy, poczynając od terroryzmu na religii kończąc. "Siła" to z pewnością wybuchowa mieszanka fascynujących pomysłów jednak wszystko to zostało podane w zbyt uproszczonej formie. Często odnosiłam wrażenie, że autorka zbyt mocna skupiła się na analizie problemu kosztem rozwoju fabuły.

Roxy to twarda dziewczyna, pochodząca z wpływowej gangsterskiej rodziny, Tunde po lekcjach dziennikarstwa lubi się relaksować nad basenem, Margot to polityk o wielkich aspiracjach samotnie wychowująca nastoletnią córkę a Allie to młoda dziewczyna wychowująca się w zastępczej rodzinie, lecz jej przybrani rodzice nie są do końca tym za kogo się podają. Roxy, Tunde, Margot i Allie prowadzą stosunkowo normalne życie do czasu kiedy odkrywają w sobie nadprzyrodzone zdolności. Otóż okazuje się, że wszystkie kobiety, bez względu na wiek, wykształcenie i umiejętności, są w
stanie stworzyć impuls elektryczny, który jest w stanie skrzywdzić lub nawet zabić potencjalną ofiarę. Świat wywraca się do góry nogami. Kobiety przejmują całkowitą władzę, zarówno polityczną i wojskową. Czy taki stan rzeczy doprowadzi do globalnej katastrofy? 

Nowy świat poznajemy z czterech różnych perspektyw, widzimy go oczami naszych głównych bohaterek, z których każda pochodzi z innego środowiska, wychowała się w innej kulturze i boryka się z innymi problemami. Jedne opowieści były lepsze, drugie gorsze, jednej bardziej interesujące, drugiej mniej, często też wiało nudą. Autorka z pewnością miała ciekawy pomysł. Zadała czytelnikowi pytanie : Jak by to było gdyby kobiety przejęły władzę nad światem? Wydawać by się mogło, że jako istoty delikatniejsze, bardziej uczuciowe i kierujące się w życiu empatią, przedstawicielki płci pięknej stworzyłyby świat idealny, bez wojen, krzywd i cierpienia. Jednak świat w wizji Aldreman, podobnie jak ten rządzony przez mężczyzn, jest brutalny. Kobiety, które dorwały się do władzy, dokończyły proces feminizacji i w przeciągu kilku dni system z patriarchatu przekształcił się w często brutalniejszy matriarchat. Kobiety miały pełną władzę i nie bały się z niej korzystać, często nie bacząc na konsekwencje. Zerwały się jak pies z łańcucha, którego jedynym celem jest zemsta na swoich długoletnich ciemiężycielach. 
Przez większość książki odnosiłam wrażenie, że autorka zbyt mocno skupiła się na przedstawieniu samego konceptu "nowego świata" niż na opowiedzeniu historii. Początek był naprawdę fascynujący, moment jak kobiety odkryły drzemiącą w sobie moc, rozbudził moją ciekawość. Zaczęłam zadawać sobie pytania o przyszłość świata i jego wizję. W mojej głowie pojawiały się obrazy i hipotezy. Potem (niestety) było już tylko gorzej, by w pewnym momencie fabuła stanęła w miejscu. Rozdziały zdawały się być przeciągane, akcja niby się toczyła jednak bez widocznego celu czy kierunku. Jedynie Allie i jej głęboko zakorzeniona w religii perspektywa, ciągle mnie do siebie przyciągała. Niestety w połowie książki inni bohaterowie zupełnie stracili moje zainteresowanie. 

Jednak największym mankamentem powieści był fakt, że niektóre części książki były zbyt uproszczone. Jestem osobą, która interesuje się polityką. Oglądam wiadomości, czytam gazety, a do tego mieszkam w kraju gdzie mniejszość muzułmańska jest dość liczna a co za tym idzie obserwuję ich kulturę na ulicy czy nawet w pracy. Ciężko mi uwierzyć, by saudyjskie kobiety, nawet po otrzymaniu tak przerażającej fizycznej mocy, chętnie wszczęłyby bunt. Należy pamiętać, że pewnych zachowań i przyzwyczajeń nie da się wyrugować w przeciągu paru dni. Kobiety te przez setki a nawet tysiące lat były zależne od swoich mężczyzn. Żyły w krajach gdzie panowało restrykcyjne prawo szariatu. Nawet w dzisiejszych czasach, choć zmiany następują, to są one bardzo powolne. Naomi Alderman udało się zmienić mentalność muzułmanek dosłownie w ciągu jednej godziny. Autorka nawet się nie zastanowiła czy te kobiety chcą zmiany. Po prostu wsadziła je do jednego worka z Europejkami i Amerykankami. Kazała im zrzucić ubranie, wyjść na ulicę i szukać "wolnego" sexu z przypadkowymi mężczyznami. Seriously? Nawet dla mnie, choć wychowana jestem w liberalnej kulturze Zachodu, jest to obraźliwe. Nie da się odrzucić praktyk kulturowych w kilka dni. 

"Siła" z pewnością nie jest łatwą do zrozumienia (i czytania) powieścią. Nie ma tutaj bogatej eksploracji postaci, nawet sam temat ucisku i uprzedzeń, na którym skupiła się autorka, nie został wyczerpany do samego końca. To właśnie jej prosty tytuł dokładnie sugeruje z czym będziemy mieli do czynienia. Książka choć stawia sporo pytań, nie daje nam jednoznacznych odpowiedzi i moim zdaniem jest to jej największą zaletą, gdyż zmusza czytelnika do samodzielnego myślenia. Jest pouczająca ale nie dydaktyczna. Nie ma łatwej odpowiedzi na pytanie w jaki sposób władza psuje jednostkę. Nie ufałabym żadnej książce, która dałaby mi jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Po przeczytaniu jedno wiem na pewno : problemem nie są mężczyźni. Problemem nie są kobiety. Problemem są ludzie. 


Tytuł : "Siła"
Autor : Naomi Alderman
Wydawnictwo : Marginesy
Data wydania : 9 maja 2018
Liczba stron : 400
Tytuł oryginału : The Power
Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger