"Post scriptum" Milena Wójtowicz

     Polskie fantasy w ostatnich latach przeżywa swoje pięć minut,więc również i ja, jako szanujący się recenzent, nie mogę rezygnować z tego gatunku. Jako nastolatka uwielbiałam książki fantastyczne. Godziny które spędziłam z Tolkienem, Stephenem Kingiem, Jordanem są czasem niezapomnianym. Jako osoba, która dzieła fantasy, nawet te najbardziej epickie znała praktycznie na pamięć, muszę przyznać, że od tamtych czasów sporo się zmieniło. Ciężko jest teraz trafić na książkę, która na dłużej zapadnie nam w pamięć, której imiona bohaterów będziemy pamiętać po latach (hej Bilbo) a historie opowiadać dzieciom do poduszki. Dzisiejsze fantasy poszło drogą zabawnych, lekkich opowiastek, barwnych i ciekawych wakacyjnych lektur. Nie wymaga od nas zbytniego zaangażowania i, podobnie jak jasne piwo, trafi w gusta każdego.

Piotr Strzelecki wraz z przyjaciółką Sabiną Piechotą prowadzą biuro PS Consulting. On jest wykwalifikowanym psychologiem, ona specjalistką od spraw BHP, a co najważniejsze oboje są nienormatywni, innymi słowy, podobnie jak wampiry czy wilkołaki, nie są w pełni ludźmi. 
Pewnego dnia do biura PS Consulting puka policja. Związane jest to ze sprawą zdewastowania nagrobka świętej pamięci pana Rybałtowskiego, a ostatnią osobą widzianą na cmentarzu był właśnie Strzelecki. Na domiar złego, w pobliskiej fabryce, dochodzi do wypadku. W wyniku przeprowadzonego przez Sabinę śledztwa wniosek jest jeden : ktoś czyha na życie nienormatywnych.
Dwójka przyjaciół postanawia schwytać przestępcę.

Jedno muszę przyznać : książka ta jest niezwykle kolorowa, a postaci które spotykamy oryginalne, a nawet niepowtarzalne. Choć na przestrzeni lat spotkałam mnóstwo kolorowych bohaterów, tak plejada postaci u Mileny Wójtowicz, wykreowana na podobieństwo superbohaterów z komiksów Marvela sprawia, że definitywnie wybijają się z tłumu. Zresztą nie ma się czemu tutaj dziwić, w końcu mamy do czynienia z typowym urban fantasy. Sabina to strzyga, która rządzę zabijania wytłumia wchłanianiem ton słodyczy dziennie, oprócz tego cierpi na audio-fobię, nerwicę natręctw i totalny brak cierpliwości. 
Piotr Strzelecki jest jej przeciwieństwem. Co prawda w jego przypadku do końca nie wiadomo z jakim "potworem" mamy do czynienia, jednak jedno jest pewne : Piotr jest niebezpieczny gdyż ma zdolność bezpośredniego wpływania na ludzkie umysły, potrafi nimi manipulować by wyciągnąć interesujące go informacje. Oprócz tego uwielbia lawendowe świeczki i poranne biegi w trykotach.
Ewa jest człowiekiem-organizerem. Wyglądająca jak Elsa z Frozen kobietka, nie da sobie w kaszę dmuchać, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Lubi być mistrzem ceremonii. 
Takich postaci jest jeszcze kilka jednak wszystkiego wam zdradzać nie będę, ale chyba możecie mi przyznać rację, że z takimi detektywami zapowiada się na ciekawe śledztwo?

Jak pisałam wyżej dzisiejsze fantasy zmierza w kierunku rozrywki, powieści pisanych lekkim stylem, z mało skomplikowaną fabułą. Target wiekowy tych książek jest bliżej nieokreślony. Kiedyś wychodziło się z założenia, że tylko młodsi czytelnicy sięgają po science-fiction, teraz to się zmieniło. Dzięki temu zmienia się również język powieści, staje się bardziej wulgarny. W tym przypadku mamy do czynienia z książką, która jest odpowiednia dla każdego, każdego kto ma ochotę na mało wymagającą, wakacyjną lekturą, którą z zainteresowaniem przeczyta a potem odłoży na półkę. Bo jednego tej książce odmówić nie można : jest niezwykle wciągająca. I jest to poniekąd fenomenalne i świadczy o znakomitym warsztacie autorki. Spytacie pewnie dlaczego? Ponieważ w samej fabule nie ma ani nic zaskakującego, ani nowatorskiego. Daleko jej do mrocznych kryminałów, śledztwo to w większości farsa, a rozwiązanie zagadki trąci myszką. Jednak wszystko to zostało podane w wyśmienity sposób. Po pierwsze czytelnik w ogóle nie ma czasu na nudę, po drugie pozycja ta definitywnie dobrze wpływa na nasz nastrój, przyznam szczerze że uśmiech nie schodził z moich ust. To jedna z tych książek, których nie radzę czytać w środkach komunikacji miejskiej gdyż może wywołać niekontrolowane wybuchy śmiechu bądź chichotu. 

Barwni bohaterowie, ciekawa fabuła więc co poszło nie tak? Autorce należy się szacunek ponieważ w książce znajdziemy dużo odnośników do polskich baśni. W czasach kiedy najfajniejsze i najbardziej "cool" jest to co zagraniczne, powrót do polskich korzeni zaskakuje i to pozytywnie. Jednak czy każdy z czytelników musi wiedzieć kim jest wij lub czym się żywi strzyga? Oczywiście żyjemy w dobie wujka google i cioci Wikipedii, jednak troszkę żałuję, że autorka nie zadała sobie trudu opisania chociażby z grubsza cech poszczególnych potworów. 
Kolejną rzeczą, która kłuła mnie w oczy jest sam fakt spacerowania istot nieludzkich pomiędzy zwykłymi śmiertelnikami. Jak mniemam taki stan rzeczy trwał od lat i naprawdę nikt do tej pory się nie zorientował w sytuacji? Są całe fabryki gdzie pracują nienormatywni, większość z naszych głównych bohaterów zna kogoś kto nie jest człowiekiem, ba istoty te tworzą własne społeczności internetowe i sieciowe encyklopedie. Czy naprawdę autorka wierzyła w to, że ten pomysł wypali? Zrobić z ludzi głupszych niż w rzeczywistości są? I do tego ślepych?

"Post scriptum" to dobra powieść na słoneczne, wakacyjne dni, kiedy jedyne na co mamy ochotę to położyć się w hamaku z książką w ręku. Nie wysilać się, myśleć, analizować. To czego pragniemy to rozrywka w czystej postaci, takie kino na papierze, no może z ciut mniejszą ilością efektów specjalnych. Mam wrażenie, że czytelnicy to kupią. Muszę przyznać, że sama polubiłam Piotra, Sabinę oraz ich kolorowych przyjaciół. Mam nadzieję, że kolejne wakacje spędzę śmiejąc się podczas czytania kolejnego tomu. Polecam (pomimo mankamentów). 

Tytuł : "Post scriptum"
Autor : Milena Wójtowicz
Wydawnictwo : Jaguar
Data wydania : 25 kwietnia 2018
Liczba stron : 400

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

http://wydawnictwo-jaguar.pl/
 
Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger