"Jak krople w oceanie" Ava Dellaira

     Książki dla młodzieży kojarzą mi się albo z fantastyką, po takie zresztą sięgam najczęściej, albo z gatunkiem nazywanym new adult romans, literaturą lekką łatwą i przyjemną, doprawioną dużą dawką erotyki. Oczywiście są jeszcze komedie czy thrillery, jednak te zdarzają się o wiele rzadziej. Jednak najbardziej niedocenionym typem powieści dla młodych są książki obyczajowe. Owszem są od tego wyjątki jak chociażby powieści Johna Greena, które choć są jak najbardziej "życiowe" to cieszą się dużą popularnością. Jednak większość autorów powieści dla młodzieży wierzy w to, że nastolatkowie szybko się nudzą, mają problemy ze skupieniem uwagi, a książki o problemach dorosłych, czy w ogóle o problemach jakichkolwiek, szybko ich nudzą. Moim zdaniem jest nie nieprawda. Właśnie dramaty czy powieści obyczajowe, ogólnie literatura przepełnione emocjami i uczuciami, czyni bardzo dużo dobrego i ma zbawienny wpływ na umysł młodego czytelnika. Często takie książki ucząc radzenia sobie z emocjami, kontroli czy empatii. Oczywiście ze wzruszeniami i emocjami, nie można przesadzić, bo wtedy wyjdzie nam coś na miarę Harlequina dla nastolatków, a to może przynieść tylko szkody. Całe szczęście Ava Dellaira, wiedziała kiedy powiedzieć dość i stworzyła powieść prawie, że idealną. 

Siedemnastoletnia Angie widzi w swojej matce przede wszystkim ciężko pracującą, zamkniętą w sobie samotną kobietę. Zupełnie jakby zapomniała, że Marilyn też była kiedyś młoda… Kiedy Marilyn miała siedemnaście lat zakochała się w Jamesie, który został ojcem jej dziecka. Angie nigdy jednak nie zdążyła go poznać. Wie tylko, że zmarł zanim się urodziła. Gdy przypadkiem trafia na ślad brata Jamesa, w jej sercu rodzi się nadzieja: a co jeśli ojciec nadal żyje? Angie, w tajemnicy przed matką, wyrusza w podróż do Los Angeles, by wreszcie poznać prawdę o sobie i swojej rodzinie. 

Jeszcze kilkadziesiąt czy nawet kilkanaście lat temu, dzieci z rozbitych czy niepełnych rodzin, traktowane były inaczej. Często określano je ofiarami patologii czy też traktowano je jako członków marginesu społecznego. Dziś kiedy 48 procent ślubów, kończy się rozwodem, nikogo już nie dziwią samotni rodzice, odbierający w pośpiechu swoje dzieci. Wraz ze zmianą struktur społecznych i rozpadem więzi międzyludzkich, który jest coraz łatwiejszy do zauważenia, zmienia się również podejście ludzi do tematów i zachowań, które jeszcze niedawno uważane były za tabu. Jedna z głównych bohaterek naszej powieści, Angie, wychowała się w niepełnej rodzinie. Jedyne co wie o swoim ojcu to fakt, że nie żyje. Moja najbliższa przyjaciółka, którą poznałam w podstawówce, a kontakt utrzymujemy do dnia dzisiejszego, również jest pół-sierotą. Tym co różni ją od Angie jest jednak fakt, że ją wychował kochający ojciec, który nie szczędził jej informacji o zmarłej mamie. Miała zdjęcia i listy, historie i nieliczne wspomnienia. Angie nie miała nic. Jej mama nie miała ochoty rozmawiać o przeszłości i dziewczyna w końcu nabrała przekonania, że rodzicielka coś przed nią ukrywa. Kiedy w gazecie trafiła na ślad swojego wujka, już wiedziała że jest okłamywana. Muszę przyznać iż postać Angie, wzbudzała we mnie dość skrajne emocje. Jest to postać przepełniona smutkiem, bólem a nawet rozpaczą. Momentami miałam wrażenie, że jest samolubna i egocentryczna. Uważała, że wszystko jej się należy, tylko dlatego że całe życie była okłamywana. Postanawia samowolnie i bez słowa opuścić dom rodzinny i mając zaledwie siedemnaście lat, udać się w podróż na drugi kraniec Stanów Zjednoczonych. Nie sądzicie, że jest to samolubne i poniekąd okrutne? Jak musiała się poczuć matka dziewczyny, kiedy wróciła do pustego domu? Czy naprawdę zasłużyła na to co ją spotkało, tylko dlatego że nie chciała opowiadać o przeszłości, która była dla niej niezwykle bolesna? Muszę przyznać, że było mi jej strasznie żal i choć ekscytowałam się podróżą nastolatki, tak cały czas z tyłu głowy miałam obraz zrozpaczonej Marilyn. 
Jednak pomimo złego pierwszego wrażenia jakie zrobiła na mnie Angie, było coś co sprawiło, że poczułam do niej sympatię a nawet współczucie. Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być dzieckiem rodziców różnych ras i różnych kolorów skóry? Wydawać by się mogło, że w dzisiejszym demokratycznym świecie związki takie nie powinny już nikogo dziwić, jednak niestety tak nie jest. Dzieci takich par nadal spotykają się z ostracyzmem a ludzie patrząc na białą matkę i ciemnoskórą córkę, nie mogą uwierzyć w to, że może łączyć je pokrewieństwo. Niestety jest to smutne ale prawdziwe. Między innymi dlatego tak strasznie kibicowałam naszej bohaterce i rozumiałam jej drogę w poszukiwaniu swoich korzeni oraz własnej tożsamości, którą chciała zbudować na nowo. 

Poruszyła mnie również druga historia, która przeplata się z losami Angie, choć jej akcja dzieje się kilkadziesiąt lat wcześniej. Autorka zabiera nas w podróż w czasie aż do momentu, kiedy matka dziewczyny sama miała 17 lat i była szaleńczo zakochana w swoim czarnoskórym sąsiedzie. Choć wiemy jak skończył się ich związek, tak odkrywanie przeszłości oczami Marilyn była emocjonalne i wzruszające. To właśnie te rozdziały najbardziej do mnie przemówiły i zdecydowały o mojej ocenie tej książki. Uwielbiałam czytać o tym jak rozwijał się, nabierał mocy i rozkwitał związek pomiędzy Marilyn i Jamesem, czułam ciepło w sercu na każdą wzmiankę o jego kochającej i ciepłej rodzinie, która od razu potraktowała dziewczynę jak swoją. Ponieważ nawet "dziś" matka Angie, wspomina te czasy z rozrzewnieniem i łzami w oczach wiedziałam, że musiało się stać coś strasznego. Muszę przyznać, iż jak doszłam do momentu kulminacyjnego, choć przygotowywałam się na wszystko co najgorsze, to wydarzenia które stały się udziałem naszych bohaterów, były dla mnie ciosem w samo serce. Jest prawdą, że nie da się przygotować na tragedię. Nie da się uzbroić serca, wyprać z uczuć i przyjąć los ze spokojem. Myślę, że nawet najbardziej twardym czytelnikom nie uda się powstrzymać łez. Albo przynajmniej jednej, wielkiej i gorącej. Najgorsze w tym wszystkim było to, że znałam zakończenie i wiedziałam, że już nic nie da się zrobić, że przyszłość jest nieuchronna i każdy będzie musiał z nią żyć. A wierzcie mi poszkodowanych jest wielu. 
Choć na samym początku to Angie jest naszą wiodącą protagonistką, tak wraz z rozwojem akcji, historii dotyczących Marilyn lub wzmianek dotyczących wydarzeń z przeszłości z każdym rozdziałem jest coraz więcej, aż w końcu obie narracje łączą się w jedną spójną całość, która prowadzi do nieuchronnego finału. Kiedy poznałam historię matek i córek, z obu pokoleń, byłam wzruszona. Tak wiele złego się wydarzyło, przez te lata, że zrozumiałam ich żal i smutek. Muszę przyznać, że w głębi serca liczyłam na dobre zakończenie, pragnęłam go, uważałam że byłoby idealnym dopełnieniem tej powieści. Trzymałam kciuki za to by James żył, ty rodzina się połączyła a krzywdy naprawiły. Jednak czy happy end w takiej sytuacji jest w ogóle możliwy? 

Uwielbiam powieści drogi, szczególnie takie których akcja toczy się w Stanach Zjednoczonych. Nie wiem dlaczego ale to właśnie ten kraj jest miejscem , które przoduje w moim wakacyjnych planach. Jest tak ogromny, różnorodny i fascynujący iż każda podróż po jego bezdrożach z pewnością jest niezapomniana. Jednak żeby w ogóle wyruszyć w podróż, Angie musiała wpierw przekonać swojego byłego chłopaka do tego, by jej towarzyszył. W końcu był jedynym , który miał samochód. 
Ava Dellaira włożyła bardzo dużo pracy w to, by uczynić tę podróż jak najbardziej prawdziwą. Dzięki jej żywemu i zachwycającemu językowi byłam w stanie przenieść się w miejscu i w czasie. Momentami miałam wrażenie, że czuję zapach grillowanych hot dogów, a moje włosy poruszane są morską bryzą znad Pacyfiku. Opisy były tak piękne, że momentami miałam ochotę kupić bilety lotnicze do Los Angeles i wybrać na wakacje, by doświadczyć tego samego co nasza bohaterka. Jednak gdzieś w głębi serca wiedziałam, że takie przeżycia są możliwe tylko wtedy kiedy ma się kilkanaście lat. Niewinność i naiwność nas, dorosłych, została już przygnieciona bagażem doświadczeń. 

"Jak krople w oceanie" to niezwykle trudna lecz i ważna książka, którą powinni przeczytać wszyscy młodzi czytelnicy. Autorka w piękny sposób przedstawiła zdrowy związek pomiędzy matką a córką, związek najzupełniej normalny bo nie pozbawiony drobnych pęknięć i rys. Powieść Avy Dellairy niesie przesłanie, do nas wszystkich. Uświadamia nam jak ważne jest poznać swoje własne korzenie, przodków i przeszłość bo bez tego nigdy do końca nie poznamy samego siebie. 
Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką lecz zapewne nie ostatnie. Dziś w czasach kiedy literatura dla młodzieży w większości nie przedstawia sobą żadnej wartości i służy jedynie rozrywce, takie perełki są na wagę złota. Również wam polecam sięgnąć po ten skarb. 


Tytuł : "Jak krople w oceanie"
Autor : Ava Dellaira
Wydawnictwo : Jaguar
Data wydania : 8 maja 2019
Liczba stron : 376 
Tytuł oryginału : In search of Us 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję portalowi : 
https://sztukater.pl/


4 komentarze:

  1. Książka ciekawi mnie, więc chętnie przeczytam. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna okładka, ale nie wiem czy się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę miała na uwadze ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, że znam tę autorkę! Czytałam Kochani, dlaczego się poddaliście? i była naprawdę wartościowa :) Może i na tą się skuszę, wiedząc, że pisarka pisze naprawdę fajnie ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger