"O człowieku, który stracił cień" Joyce Carol Oates

     Joyce Carol Oates jest jedną z moich ulubionych współczesnych pisarek. Jej powieści są niezwykle głębokie, emocjonalne, strukturalnie złożone, pełne głębokich charakterystyk bohaterów. Muszę przyznać, że powieść "O człowieku, który stracił cień" jest jedną z lepszych powieści autorki i moim zdaniem jedną z bardziej kontrowersyjnych, poruszającą temat tabu, jakim jest związek między lekarzem a pacjentem, i to pacjentem szczególnym. Choć proza Oates jest dość ciężka i wymaga skupienia, uważam że warto poświęcić tej książce kilka wieczorów. 

Elihu Hoopes, jest człowiekiem bez cienia. W wyniku infekcji i wysokiej gorączki mężczyzna doświadczył uszkodzenia mózgu co w konsekwencji doprowadziło do utracenia zdolności zapamiętywania. Mózg Elihu pamięta tylko 70 sekund wstecz, więc wszystkie wspomnienia pamięci długotrwałej są na zawsze utracone. 
Margot Sharpe, badacz połączeń mózgowych i neurobiolog, zafascynowana przypadkiem mężczyzny
postanawia zbadać granice jego mózgu i ten do tej pory nieznany przypadek chorobowy. Choć mężczyzna ze spotkania na spotkanie zapomina kim jest prowadząca sesje terapeutyczne kobieta, nie przeszkadza jej to w rozpoczęciu flirtu. 

Jest mnóstwo osób, zarówno na polskich jak i amerykańskich portalach recenzenckich, które uważają, że książka propaguje nieprofesjonalne i często wręcz nieetyczne zachowania w środowisku lekarskim. Owszem, przyznaję, że związek między Elihu i Margot (jeśli tak można to nazwać) jest dość kontrowersyjny, jednak podczas lektury całej książki, nigdzie nie zauważyłam by autorka podjęła się oceny jego etyczności. Choć podeszła do tematu emocjonalnie, obeszło się bez krytyki czy gloryfikacji. Przedstawiona została historia dwójki ludzi i ich relacji, i to czytelnik ma, w zgodzie z własnym sumieniem, podjąć się oceny. 
A próba oceny tej książki, przynajmniej w moim przypadku, jest niezwykle trudna. Z jednej strony jestem zafascynowana postacią Hoopesa, mężczyzny który w wieku 37 lat, zatrzymał się w czasie na 70 sekund. Często łapałam się na tym, że z książką w ręku, zastanawiałam się jak musiało wyglądać jego życie, kolaż 70 sekundowych ruchomych obrazów. Jak ja bym się czuła w takiej sytuacji? Czy tak da się żyć? Ta fascynacja pomieszana z przerażeniem (jedna z najlepszych mieszanek) sprawiała, że nie mogłam odłożyć książki na półkę. Fragmenty o tożsamości i pamięci były niezwykle poruszające. 
Z drugiej strony mamy historię Margot Sharpe i jej relacji z "przedmiotem" swoich badań. Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie zamierzam krytykować żadnych zachowań naszej głównej bohaterki, tylko zwrócić uwagę, że czasem odnosiłam wrażenie, że autorka na siłę wprowadziła element romansu by popchnąć całą fabułę do przodu, a portret zauroczonej chorym na amnezję mężczyzną niezbyt pasuje do postaci Margot, kreowanej na stąpającą twardo po ziemi, profesjonalną i poważną panią neurobiolog. 

Muszę również przyznać, że dość powtarzalny język autorki, nie przypadnie do gustu dużej ilości (szczególnie tym przyzwyczajonym do prostych form) czytelników. Musimy jednak pamiętać, że jednym z naszych głównych bohaterów jest osoba, dla której co 70 sekund, świat zaczyna się od nowa. Ktoś, kto nie pamięta co zrobił pięć minut temu, nie wspominając nawet o dalszej przeszłości. Oczywiście, że podczas sesji terapeutycznych będziemy się powtarzać. Powtarzalność i swoista dynamika słowna są znakiem szczególnym tej książki i często sprawiają, że fabuła staje się momentami dziwna i chaotyczna. Czasem odnosiłam wrażenia, że to ja (odbiorca) cierpię na amnezję, a autorka w szczególny sposób stara się na siłę wtłoczyć mi do głowy pewne fakty i pojęcia. To wszystko nadaje książce pewien szczególny rytm jednak bliżej mu do rozprawki naukowej niże powieści obyczajowej. Dlatego uważam, że "O człowieku, który stracił cień" jest książkę trudną a nie lekturą, która zrelaksuje czytelnika. 
Sytuacja zmieniła się gdzieś w połowie książki, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że Margot traktuje Elihu jako kogoś więcej niż pacjenta. Właśnie wtedy bardziej zaczyna się skupiać na jego przeszłości, i osobach sprzed choroby, które znały mężczyznę. To od nich wydobywa informacje kim jest tajemnicza kobieta z rysunków jej pacjenta. Rozpoczyna fantazjować, jak by to było zostać żoną Elihu. Jej fantazja powoli zamienia się w obsesję. Kobieta robi pierścionki, które mają imitować obrączki ślubne. Dostrzegamy, że traci dystans i profesjonalizm, a jej lekarska opinia nie jest wynikiem dogłębnej psychologicznej analizy tylko własnych pragnień i fantazji. 

"O człowieku, który stracił cień" to powieść nie tylko o mężczyźnie który cierpi na amnezję. Paradoksalnie jej główną bohaterką jest niezwykle samotna i rozżalona kobieta, która opętana pragnieniem miłości, zakochuje się w mężczyźnie który nawet nie pamięta jej imienia. Właśnie to za każdym razem łamało mi serce, gdyż dzięki prostocie i emocjonalnej prozie Oates, było niezwykle prawdziwe. 
To była zdecydowanie ciekawa i wciągająca lektura, i mam wielką nadzieję że ją w pełni zrozumiałam. To powieść z pogranicza obyczajowości i nauki, pełna profesjonalnych zwrotów, które mają duży wpływ na rytm książki. Skupiona główne na utracie pamięci, i badaniu tej choroby, jest unikatową lekturą. 

Tytuł : "O człowieku, który stracił cień"
Autor : Joyce Carol Oates
Wydawnictwo : Rebis
Data wydania : 3 kwietnia 2018
Liczba stron : 552
Tytuł oryginału : The Man Without A Shadow

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :  

 
Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger