"Pięć lat kacetu" Stanisław Grzesiuk

     Grzesiuka czytałam już w szkole średniej jako lekturę uzupełniającą. Jednak muszę przyznać, że zarówno upływ lat jak i fakt, że miałam do czynienia z wersją ocenzurowaną, po części zatarły moje wspomnienia związane z tą lekturą. Dlatego jak tylko się dowiedziałam, że wydawnictwo Prószyński i S-ka podjęło się wydania trylogii Grzesiuka, i do tego w pełnej autorskiej wersji, wiedziałam że koniecznie muszę po nią sięgnąć. Pierwsze wydanie, 13 lat po zakończeniu II Wojny Światowej, rozeszło się jak świeże bułeczki, kolejki w bibliotekach były na ponad rok. Teraz dostęp do tego dzieła jest łatwiejszy jednak mam nadzieję, że równie szerokie grono czytelników sięgnie po tę pozycję. To prawdziwe świadectwo człowieka, który pięć długich lat spędził w obozach koncentracyjnych. Świadectwo pozbawione martyrologii czy oceniania, zupełnie różne od wspomnień innych ludzi, którym udało się przeżyć. 

Stanisław Grzesiuk, choć urodzony w małej miejscowości pod Chełmem, wychował się na warszawskim Czerniakowie, jednej z biedniejszych części stołecznego Mokotowa. Kiedyś była to dzielnica ciesząca się złą sławą, szemranym towarzystwem i słynąca z dużego bezrobocia. Trzeba
było naprawdę być sprytnym lub mieć znajomości by znaleźć zatrudnienie pozwalające się utrzymać. Dlatego "Chłopaki z Czerniakowa", jak lubił się nazywać sam Grzesiuk, byli kombinatorami i cwaniakami. To właśnie te cechy zapewne pozwoliły mu przetrwać i się odnaleźć w obozowej rzeczywistości. 
W 1939 roku, Grzesiuk, aresztowany został przez Gestapo, za posiadanie broni, i wysłany na roboty przymusowe do Niemiec. Po pobiciu gospodarza, u którego pracował, wylądował w obozie koncentracyjnym w Dachau. Przenoszony z jednego do drugiego obozu wrócił do kraju dopiero po zakończeniu wojny. 

Ofiary wojny zazwyczaj dzielą się swoimi doświadczeniami już w samym momencie wyzwolenia. Jedni opowiadają swoje historie dziennikarzom, jeszcze inni występują w audycjach radiowych. Są też tacy co piszą książki. Jednak łączy ich jedna cecha wspólna : chcą jak najszybciej podzielić się swoim bagażem doświadczeń, wyrzucić z siebie jeszcze świeże wspomnienia, opowiedzieć światu o bestialstwie i terrorze jakiego doświadczyli. Z Grzesiukiem było inaczej. Swoje wspomnienia zaczął spisywać w sanatorium gdzie trafił kilka lat po wyzwoleniu. W jednym z wywiadów wnuczka pisarza wspomina, że pisanie było dla niego formą terapii. Jak wiadomo po wojnie dostęp do specjalistów był ograniczony, a nasz autor czuł przemożną potrzebę podzielenia się swoimi przeżyciami z rodziną, przyjaciółmi i tymi wszystkimi, którzy chcą go wysłuchać. Jednak jak długo można opowiadać historie, których było nieskończenie wiele? Choć był znakomitym gawędziarzem, to książkę pisał w całkowitej samotności, zamknięty w sanatoryjnym pokoju, przy słabym świetle lampy. 

Stanisław Grzesiuk, z zawodu elektromechanik, nie miał żadnego doświadczenia z zakresu pisarstwa. I to widać. Ten specyficzny, prosty, pełen neologizmów i (nie oszukujmy się) mało liryczny język, jakim napisana jest książka, niektórych może odrzucać, jednak dla mnie był oznaką prawdziwości. Zresztą, jako warszawiance, gwara tego miasta jest mi niezwykle bliska- szczególnie zamiłowanie do zdrobnień. Ten prosty styl, bez górnolotności i patetyczności, sprawia że książkę czyta się niezwykle lekko, prawie tak jak by słuchało się opowieści młodego chłopaka, którym był podczas pobytu w obozach koncentracyjnych. 
"Pięć lat kacetu" nie jest książką piętnującą hitlerowskie obozy śmierci. To dzieło, które nie ocenia tylko opisuje wydarzenia które rozgrywały się na oczach autora. Jest to książka o tym jak wyglądało życie obozowe, co trzeba było robić żeby przeżyć, jakie cechy psychiczne były najważniejsze. Autor w dość chaotyczny sposób ( często nie jest zachowana chronologia zdarzeń i ich miejsce) opowiada różne historie, jak na przykład o próbach zdobywania jedzenia czy wyniszczającej pracy, ponad ludzkie siły. Dowiadujemy się również czym była i jak wyglądała hierarchia obozowa, począwszy od strażników, przez kapo i zwykłych więźniów, a skończywszy na dole drabiny społecznej gdzie znajdowali się "przeznaczeni" na śmierć muzułmanie. Grzesiuk w swojej książce zachowuje dystans do otoczenia. Opowiada o zbrodniach, które widział na własne oczy, i to nie tylko tych popełnianych przez hitlerowców. Zdarzało się również, że oprawcami byli Polacy. Jako jedyny z polskich autorów, porusza wrażliwy temat homoseksualizmu wśród więźniów oraz męskiej prostytucji. 

"Pięć lat kacetu" to również książka o przyjaźni, która była w stanie się narodzić w warunkach obozowych. Doskonałym przykładem jest postać księdza Józefa Szuberta, który trafił do obozu w Dachau. Z początku obaj mężczyźni mieli do siebie stosunek dość ambiwalentny, jednak po kilku spędzonych na rozmowie wieczorach dotarli się i zrozumieli. Razem, dzięki sprytowi, udawało im się unikać najcięższych spraw. Przyjaźń ta przetrwała również w latach powojennych. 
Jednak osobą, z którą Grzesiuk zaprzyjaźnił się na przysłowiowe "dobre i złe" był Stefan Krukowski. 

Cała książka napisana jest z dużą dozą ironii, wręcz humoru i stoicyzmem, który momentami przeraża. Straszliwe zbrodnie na ludziach, które autor widział na własne oczy, są opisane z takim spokojem, że wydają się jeszcze bardziej przerażające. Choć autorowi udało się przeżyć pięć lat w najgorszych nazistowskich obozach pracy i odcisnęło to swoje piętno na jego psychice, książka wydaje się być pozbawiona emocji. Jest to zwykły opis dnia codziennego oczami "czerniakowskiego barda". Myślę, że każdy powinien przeczytać tę książkę, chociażby ze względu na fakt jej inności od innych utworów literatury lagrowej. A na dodatek wydawnictwo wznowiło autorskie, oryginalne wydanie powieści, gdzie fragmenty ocenzurowane w czasach powojennych zostały zaznaczone. Ciekawy element porównawczy. Polecam. 

Tytuł : "Pięć lat kacetu"
Autor : Stanisław Grzesiuk
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 18 stycznia 2018
Liczba stron : 616


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 

 
 

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger