[PRZEDPREMIEROWO] "Ostatni portret Melanii" Ewa Madeyska

     "Ostatni portret Melanii" to stylizowana na literaturę z wyższej półki, nietypowa powieść dla kobiet, w której autorka prowokuje inne rodzime pisarki zarzucając im szablonowość, chwytanie się stereotypów i produkowanie powieści w tempie karabinu maszynowego. Czy, książka która wpadła w moje ręce naprawdę jest czymś nowym i czy jej autorka ma jakiekolwiek prawo do krytyki i widocznego wywyższania się? Czy "Ostatni portret Melanii" to literatura, której oczekują polskie czytelniczki? Czy są gotowe na ten zwrot o 180 stopni? Nie znając twórczości ani sylwetki autorki ciężko mi podjąć się analizy tych zagadnień. Jak dla mnie powieść ta, choć napisana świetną prozą i doskonale zredagowana, sprawiła wrażenie pisanej na wyrost, nacechowanej górnolotnością kosztem fabuły. Raczej przerost formy nad treścią niż pełnowartościowe dzieło. 

Melania, po imprezie zaręczynowej, znika z własnego domu. Zaniepokojony nieobecnością kobiety Igor zawiadamia policję. Policjanci, którzy zjawili się w domu Melanii, stwierdzili że nie ma powodu do niepokoju, wszystko wskazuje na to, że kobieta wybrała się na wycieczkę. Igor, wraz z przyjaciółką narzeczonej postanawia na własną rękę odnaleźć Melanię. Trop prowadzi do niebezpiecznych dzielnic Warszawy gdzie dwójka książkowych "detektywów" odkrywa kim naprawdę była Melania. W rozwiązaniu zagadki pomagają im książki znanej kobiecej powieściopisarki Sandry Sauer. 

"Ostatni portret Melanii" to opowieść  drogi, w której dwójka znajomych poszukuje zaginionej
księgowej, a może prawniczki czy anglistki? Nikt tak naprawdę nie wie kim jest tytułowa Melania. Igor poznał ją jako bogatą właścicielkę pięknego domu nad jeziorem, która w wolnych chwilach zajmuje się rozliczaniem PIT-ów i innych wniosków o unijne dotacje. Jest ona również właścicielką galerii, w której mężczyzna wystawia swoje obrazy. 
Za to Nikola, "kobieta która jest w stanie wszystko sprzedać", pracująca w galerii Melanii, zna ją jako anglistkę i projektantkę wnętrz, która swój wolny czas poświęca dobroczyńskim dzieciom pomagając im w szlifowaniu języka angielskiego. 
W miarę postępu książki udaje nam się poznać prawdziwy obraz Melanii i przyznam szczerze, że im dłużej brnęłam w lekturę tym bardziej podziwiałam Igora i Nikolę i ich wytrwałość w poszukiwaniach. Bo czemu ktoś miałby szukać oszustki? Odwrócić się na pięcie, zabrać swoje rzeczy i zapomnieć o lekkomyślnej Melanii. Egoistycznej, rozpuszczonej babie, która nie potrafi odebrać telefonu? Która oszukuje wszystkich dookoła i ma na to wszystko usprawiedliwienie, które pewnie poruszy wielu czytelników? Do mnie to niestety nie dotarło. 
Na stronie wydawnictwa przeczytałam, że wszystkie postacie które poznajemy w książce są "barwne i świetnie sportretowane". Jak dla mnie są one pretensjonalne, przerysowane czasami wręcz karykaturalne. Rozumiem, że głównym celem Pani Madeyskiej było właśnie wyolbrzymienie tego co w literaturze kobiecej jest nagminne i stereotypowe. Jednak czy naprawdę chciała, żeby to wszystko wyszło aż tak groteskowo? Nikola, dziewczyna z kolczykiem w uchu i różowym skuterem, głupio mądry podlotek, którego w ogóle nie da się słuchać. Miało wyjść zabawnie? Niestety. Albo moje poczucie humoru tym razem nie zadziałało albo postać dziewczyny nie zdała egzaminu. A może weźmy pod lupę Igora? Zakochany, młody człowiek, żyjący na łasce i niełasce swojej kobiety. Gnój, który zostawił swoich przyjaciół w potrzebie, nagle biegnie na ratunek? Kobiecie, którą kocha? Szkoda, że w tej książce za grosz nie czuć miłości. Owszem seks, erotyka, pociąg i uczucia czysto zwierzęce są tu na porządku dziennym ale miłość? Czyżby jej brak też był celowym zabiegiem w kierunku napisania prawdziwej anty-kobiecej powieści?

Paradoksalnie najlepszą częścią powieści były fragmenty różnych książek Sandry Sauer, które pojawiały się w formie przerywników. Te skondensowane fabuły powieści kobiecych przedstawiały faktyczny stan naszej rodzimej literatury dla kobiet. O ileż lepiej bym się czuła, o ileż łatwiej by mi się czytało, gdyby autorka napisała jedną, przesadzoną, naszpikowaną wszystkimi skrajnościami powieść w rodzaju wuj matki, zgwałcił psa sąsiadki, który kochał się w siostrze stryjecznej sąsiada z naprzeciwka, niż pseudo pouczającą i dalece poniżającą inne autorki powieść, która nie miała na celu nic innego jak wyśmiać swoje koleżanki po fachu. Zastanawia mnie czy autorka zdaje sobie sprawę, że książki o miłości, te których akcja dzieje się w dworkach czy rozlewiskach (z których tak śmieje się Madeyska), książki o zdradach i złamanych sercach, nadal znajdują się na liście bestsellerów wielu księgarni? Czy autorka zdaje sobie sprawę, że śmiejąc się z ich autorów, obraża również polskie czytelniczki? A może to ja nie zrozumiałam przesłania? Może to ja nagięłam fakty i poddałam wszystko pobieżnej interpretacji? Może faktycznie autorce chodziło o to, że w tych niby błahych powiastkach jest ziarenko prawdy, i rzesze czytelników mogą stamtąd czerpać pocieszenie czy inspirację? Być może, jednak gorycz we mnie pozostała. 

"Ostatni portret Melanii" to dopiero pierwsza część trylogii, choć spokojnie można tę książkę uznać za zamkniętą całość. Przypuszczam, że następne tomy będą po prostu kolejnym pastiszem kobiecych powieści. Ewa Madeyska z pewnością ma talent i doskonały warsztat, z pewnością jej powieści nabite są humorem, jednak tym z gatunku "słodko-gorzki". Nie nudziłam się, nie rzuciłam książki w kąt, choć już w połowie poznałam jej zakończenie. Do końca chciałam rozgryźć zamysł autorki i z przykrością przyznam, że więcej tu było filozofowania niż analizy. Jak dla mnie wystarczy,spotkanie z Melanią uznaję za zakończone. Można przeczytać, choć nie spodziewajcie się fajerwerków. Choć książka miała obnażać ułomności literatury kobiecej, sama idealnie wpisała się w jej kanon.

Tytuł : "Ostatni portret Melanii"
Autor : Ewa Madeyska
Wydawnictwo : Rebis
Data wydania : 22.05.2018
Liczba stron : 344

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 


Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger