[PRZEDPREMIEROWO] "Biegając boso" Amy Harmon

     Od jednej z moich amerykańskich "pen pal" dowiedziałam się, że najnowsza książka Amy Harmon będzie nawiązywać do "Prawa Mojżesza", książki która szturmem zdobyła moje serce. Od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Teraz, już po lekturze, czuję się jak najedzony kot, leżę i oblizuję pazurki. Kolejny raz autorka zabrała mnie w fascynującą podróż w poszukiwaniu miłości, tym razem uczucia drugiej szansy, miłości z odzysku. Uwielbiam Amy Harmon za sposób w jaki bawi się słowem i lekkość z którą tworzy swoje światy. Widać, że autorka kocha to co robi, a nie ma nic przyjemniejszego niż czytać utwór napisany z pasją i miłością.

Josie Jensen jest nieśmiałą nastolatką posiadającą niezwykły talent rozumienia muzyki. Pewnego dnia, w szkolnym autobusie, poznaje Samuela Yazziego, Indianina z plemienia Navaho. Wspólne podróże sprawiają, że para nastolatków zaprzyjaźnia się. Rozmawiają o muzyce i legendach powoli stając się bratnimi duszami.
Po ukończeniu szkoły Samuel opuszcza miasteczko z postanowieniem zostania żołnierzem piechoty morskiej. Kiedy po latach wraca do Levan odkrywa, że Josie niewiele się zmieniła a uczucie, które narodziło się w szkolnym autobusie nadal ma szansę rozkwitnąć.

Jak to się mówi na śląsku "wyd.upca mi żyły na karku" jak czytam o związku, chociażby platonicznym, pomiędzy trzynastolatką i dorosłym osiemnastoletnim facetem. I to jest jedyny zgrzyt fabularny na jaki się natknęłam. Niestety jego widmo pozostało ze mną już do końca powieści.Ostatnio w radiu słyszałam, że polski rząd zastanawia się nad zniżeniem, do 12 roku życia, progu legalności pożycia seksualnego z nieletnimi. Jako matka dwóch córek miałam ochotę krzyknąć : "że co proszę?!". Muszę przyznać, że w powieści Amy Harmon granica przyjaźni w żaden sposób nie zostaje przekroczona, jednak umysł czytelnika ma ma funkcję, która nazywa się wyobraźnią. I to właśnie ona odpowiedzialna jest za nadbudowywanie obrazów. W moim przekonaniu gdyby nie wyjazd Samuela do wojska, ich czysto przyjacielski związek by wyewoluował w coś bardziej poważnego, czym musiał by się zainteresować prokurator. Oczywiście zarówno sama autorka jak i wielbiciele książki tłumaczą, że Josie była nad wyraz rozwiniętą intelektualnie nastolatką jednak do mnie to nie przemawia. Niezależnie ile obiadów zdążyła ugotować ojcu i braciom, nie ważne ile godzin spędziła na sprzątaniu, nie znaczy to jeszcze, że jest osobą dorosłą. Trzynaście lat to wiek kiedy niektóre dzieci nadal się bawią zabawkami, to nawet za wcześnie na typowy bunt nastolatków. A z drugiej strony patrząc. Co dorosły mężczyzna mógłby widzieć w trzynastoletniej dziewczynie? Przecież różnica w zakresie zainteresowań w okresie dojrzewania jest kolosalna. Jeśli macie rodzeństwo to doskonale wiecie o czym mówię.

Już ponarzekałam więc możemy przejść do kolejnej części naszej powieści, czasu kiedy nasi bohaterowie są osobami dorosłymi i spotykają się ponownie. Musicie wiedzieć, że te siedem lat rozłąki było dla Josie,czasem niezbyt przyjemnych doświadczeń. Kiedy ponownie spotkała Samuela znajdowała się w takim momencie swojego życia, że potrzebowała by ktoś wyciągnął do niej pomocną dłoń, przytulił pocieszył. Kiedy początkowe rozdziały książki opowiadały o Samuelu, młodym mężczyźnie, który czuł że nie do końca pasuje do swoich rówieśników, tak druga część książki to opowieść o kobiecie, która poszukuje celu w życiu, własnej drogi która ją wyprowadzi z meandrów tragicznej przeszłości. Śmiało można powiedzieć, że Amy Harmon stworzyła dzieło opowiadające o dwójce ludzi, którzy poszukują swojej tożsamości i miejsca, które można nazwać domem. A jeśli po drodze poznają również miłość to tym lepiej.
Samuel jest pół Indianinem. Wywodzi się z plemienia Navaho jednak uczęszcza do szkoły w której większość stanowią biali. To właśnie tam uświadomił sobie, że istnieją pewne różnice w wyglądzie, kulturze, religii i zachowaniu, które sprawiają, że czuje się inny od kolegów z klasy. Nie czuje tej przynależności. Dla innych członków swojego plemienia był za mało "rdzenny", dla białych zbyt "kolorowy".Jedynie Josie traktowała go jak równego sobie. Za pomocą muzyki uczyła go pewności siebie. "Biegając boso" to książka pełna dźwięków i melodii, która za sprawą barwnego, opisowego języka autorki, rozbrzmiewa również w naszej duszy. Jeśli nie lubicie klasyki, to za sprawą tej pozycji z pewnością się nią zainteresujecie. Podobnie jest z historią. Słuchając opowiadanych przez Samuela legend i indiańskich baśni, wkroczycie w świat, często krwawej, historii Stanów Zjednoczonych. A ponieważ nasza książkowa dwójka sporo czasu spędza na rozmowie, to tych historii będzie naprawdę wiele. Muszę przyznać, że Amy Harmon wie o czym pisze, a jej fascynacja kulturą i sztuką Indian nie kończy się na własnoręcznym zbudowaniu tipi z Wallmartu. Mnóstwo jest tu szczegółów, które świadczą o tym, że autorka dogłębnie zbadała temat.


Josie Jensen to jedna z bardziej uroczych bohaterek jakie poznałam. To prawdziwy "mól książkowy" i w jej przypadku miłość do słowa drukowanego nie jest jedynie maską. Autorzy często próbują zrobić ze swoich postaci wygadanych wielbicieli książek, szczególnie klasyki, jednak często wychodzi to sztucznie. Josie jest prawdziwa. Świat książek to dla niej odskocznia od życia codziennego. Jednak nie stanowią one jedynie pożywki dla duszy. Josie się uczy. Dzięki książkom poznaje nowe tematy do dyskusji, analizuje cudze doświadczenia. Każda powieść jest dla niej wyzwaniem, smakowitym kąskiem, który trzeba najpierw pogryźć a później przetrawić. Fakt, że przeczytała w życiu mnóstwo książek sprawia, że dialogi stają się nadzwyczaj interesujące. Kolejną pasją Josie jest ogrodnictwo, jeszcze jedną kuchnia, inną muzyka. Czy wy również marzycie o przyjaciółce, która nie dość, że stworzy dzieło sztuki z warzyw wyhodowanych we własnym ogródku to jeszcze podzieli się przemyśleniami nad ostatnią książką przy dźwiękach Beethovena? Jeśli tak to zapraszam : poznajcie Josie, dziewczynę z Levan.

Amy Harmon przyzwyczaiła mnie do tego, że czytając jej powieści wychodzi ze mnie płaczliwa natura bobra. Tak było i tym razem. Zresztą trudno powstrzymać łzy jeśli ktoś pisze emocjami. A wierzcie mi "Biegając boso" to książka pełna wzruszeń, małych tragedii i miłości. Opowiada o przeznaczeniu, które nas dopadnie w każdym zakątku świata. Niech ta książka da nadzieję tysiącom nastolatek, młodych kobiet, które czekają na miłość. Nie martwcie się ona przyjdzie, czasem w najbardziej niespodziewanym momencie. Gorąco polecam te oraz inne powieści autorki.


Tytuł : "Biegając boso"
Autor : Amy Harmon
Wydawnictwo : Editio 
Data wydania : 7 sierpnia 2018
Liczba stron : 344
Tytuł oryginału : Running Barefoot 



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu :
https://editio.pl/



Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger