"Stan pomroczny" M.Lu Cannabis

     Każdy miłośnik filmów drogi, w których głównymi bohaterami są narkotyki, alkohol, sex i wszechobecny kac (zarówno fizyczny jak i moralny) będą zachwyceni tą książką, zakładając oczywiście, że po drodze im ze słowem pisanym. I do tego pisanym w niezwykle, trudny, skomplikowany sposób. "Stan pomroczny" to połączenie "Las Vegas Parano", "Kac Vegas" (wszystkich części) z rewelacyjną książką Krzysztofa Vargi "Masakra". Pewnie jesteście ciekawi jak smakuje ten dość egzotyczny koktajl? Jak dla mnie było za ciężko, pseudo intelektualnie, przegadanie i w ogólnym rozliczeniu wystąpiło tutaj zjawisko przerostu formy nad treścią. Autor umie pisać, powieść miała potencjał, jednak język jakiego użyto do narracji był zbyt liryczny, pełen ozdobników i trudny w odbiorze. Jeśli tak wygląda "stan pomroczny" to do końca życia pozostanę abstynentem.

Poniedziałek. Lu, budzi się z mega kacem na podłodze w ciemnym, nieznanym pokoju. W tym samym pomieszczeniu śpią jego przyjaciele i naga, obca dziewczyna. 35 latek, próbuje sobie przypomnieć wydarzenia ostatnich kilku dni, jednak przychodzi mi to z trudem. Kiedy spogląda w lustro okazuje się, że brał udział w bójce. Z rozmowy z narzeczoną przyjaciela dowiaduje się, że jest poszukiwany przez policję. I na domiar złego zamiast zbliżać się do domu, gdzie czeka na niego żona, oddala się. Co takiego wydarzyło się podczas wieczoru kawalerskiego? Skąd się wzięło limo pod okiem? I co, do cholery, stało się z niedzielą?

W zeszłym roku przeczytałam wspaniałą książkę Krzysztofa Vargi pod tytułem "Masakra". Opowiada ona o losach doświadczonego życiem wokalisty zespołu rockowego, który przemierza Warszawę w poszukiwaniu kolejnego drinka. Muszę powiedzieć, że "Stan pomroczny" jest powieścią, która mogłaby uchodzić za młodszą siostrę "Masakry". Młodszą, mniej doświadczoną,
której mądrość życiowa jest jeszcze w powijakach. W obu tych książkach nasi bohaterowie są muzykami, różni ich tylko gatunek wykonywanej muzyki. Oboje obudzili się z wielkim bólem głowy nie pamiętając wydarzeń z dnia poprzedniego. Zarówno Stefan jak i Lu wybierają się w podróż, jednak wędrówka "starego" pijaka jest zwykłą włóczęgą w poszukiwaniu dobrej zabawy i kompanów do picia, a młody muzyk przemierza pół Europy w poszukiwaniu wspomnień. Wydawać by się mogło, że to drugi scenariusz powinien być ciekawszy, bo co jest interesującego w szwendaniu się od pubu do pubu wraz z bohaterem, którego nie da się lubić? Może by i tak było, jeśli "Stan pomroczny" wyszedł by spod pióra Vargi. M. Lu Cannabis, wydaje się nie istnieć. Googlowałam, szukałam, wypytywałam znajomych, niestety nikt nie był mi w stanie dostarczyć żadnych informacji na temat autora. Zastanawiam się czy książka, która trafiła w moje ręce jest autobiograficzna, czy historia ta zdarzyła się naprawdę. Znam ludzi, którym taka "przygoda" mogła się przytrafić. Takich, którzy chodzą na "chemo" imprezy, uprawiają sex grupowy naćpani do granic możliwości, by następnego dnia, jak nigdy nic, pójść do pracy, albo wrócić do żony. Jeśli książka ta jest zarejestrowanym na papierze wspomnieniem, to mój odbiór tego działa będzie zdecydowanie inny niż w przypadku fikcji literackiej. Bo zupełnie inaczej traktujemy wymyślonego bohatera, który niszczy swoje życie, niż człowieka takiego jak my, czyli prawdziwego. Jedno jest pewne : kimkolwiek on jest, to wyczuwam w nim smutek, porażkę i bezsilność. Przegranego w świecie pełnym wilków.

Na początku recenzji napisałam, że "Stan pomroczny" jest powieścią trudną w odbiorze, a wszystko to za sprawą specyficznego, pogmatwanego i przekombinowanego stylu, który wybrał autor. Wyobraźcie sobie wszystkie figury stylistyczne które znacie, zarówno takie które wzmacniają ekspresję jak i te kształtujące oryginalność wypowiedzi. Wszystkie te epitety, porównania, metafory, animizacje, synekdochy, peryfrazy i dziesiątki innych  umieśćcie w jednej, 360cio stronicowej książce, w stosunku 90:10, gdzie 10 to dialogi. Wyjdzie wam z tego istna choinka bożenarodzeniowa, która jest tak pstrokata, że nie można na nią patrzeć bez bólu oczu. Muszę przyznać, że nie wyobrażam sobie słuchania książki w formie audiobooka.Neologizmy, spolszczenia, zwroty mi znane i zupełnie obce, slang uliczny...a to wszystko podane jest w formie pojedynczych wyrazów, równoważników zdań. Wiersze (zresztą bardzo dobre) przeplatają się z tekstami piosenek, przemyślenia bohatera z dialogami, poezja z prozą. Dla mnie był to stanowczo za słodki kawałek tortu. Każda myśl, którą chciał nam przekazać bohater, została ubrana w koronki stylistyczne, bajery językowe. Została rozdymana do granic możliwości, niczym odpustowa bombka. Autor używa słownictwa, którego nie znam, języka subkultury która jest mi obca, by w pełni zrozumieć tę książkę trzeba ją czytać ze słownikiem nowomowy. Ciągłe odnośniki do filmów, których nie oglądałam (chociażby Cube), piosenek których nie słuchałam i postaci fikcyjnych czy rzeczywistych, które są mi obce, sprawiły, że mniej więcej w połowie książki kompletnie straciłam zainteresowanie losami naszych bohaterów. Czytałam i czytałam ten pseudo inteligentny i pseudo emocjonalny bełkot. odliczając strony pozostałe do końca.

Kiedy Varga zaserwował mi randkę z inteligentnym i wykształconym alkoholikiem, tak M.Lu Cannabis (zresztą z chęcią poznałabym prawdziwe nazwisko autora, może znam, kto wie?) uraczył mnie odgrzewanym kotletem zmielonym ze starymi żartami i patosem. Istną hiperbolą literacką, bo właśnie tym jest ta powieść - jednym wielkim wyolbrzymieniem. Muszę przyznać, że wydawca (bądź też sam autor) tak zedytowali opis z tyłu książki, że mało kto będzie w stanie mu się oprzeć. Chłopina tacy jak my wszyscy, troszkę pijący, troszkę palący, widzi w swoim telefonie coś, co napawa go lękiem. Od razu byłam ciekawa co to takiego. Może kogoś zabił? Zgwałcił? Okradł? Oszukał? Niestety rozwiązanie zagadki okazuje się banalne. Wręcz miałam wrażenie, że wątek fabularny był tylko pretekstem do tego by autor mógł opowiedzieć czytelnikowi o swoim niezwykle smutnym życiu. Swoim lub swojego bohatera. 

"Stan pomroczny" to powieść pachnąca marihuaną, alkoholem i przygodnym sexem. Autor zabiera nas w głąb umysłu sfrustrowanego bohatera. Karmi nas truizmami. Żarty są czarne, fabuła szara i nieciekawa, jedynie dialogi trzymają poziom. Wewnętrzne "ja" Lu nie współgra z tym co widzimy na zewnątrz, co sprawia że nie jesteśmy w stanie poczuć więzi z bohaterem. Ciężko było to ugryźć , przerzuć i strawić. Niestety nadal odbija się czkawką. Omijać.


Tytuł : "Stan pomroczny"
Autor : M.Lu Cannabis
Wydawnictwo : Novae Res
Data wydania : Maj 2018
Liczba stron : 388


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję portalowi : 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger