"Będziesz na to patrzył" Magda Rem

     Jeszcze nie skończyłam czytać "Będziesz na to patrzył" a już zdążyłam zamówić poprzednią książkę tej początkującej polskiej autorki. Taki samorodny talent, Magda Rem nie ukończyła żadnych warsztatów literackich a z zawodu jest grafikiem komputerowym, zdarza się niezwykle rzadko. Powieść wciągnęła mnie bez reszty. Przestałam czytać dopiero jak się zorientowałam, że praktycznie nie widzę literek, słońce dawno zaszło, a ja wciągnięta w fabułę, zapomniałam o włączeniu światła. Jak pisałam we wcześniejszych postach, rok 2018 obfituje w rewelacyjne thrillery i ten z pewnością znajdzie się w ścisłej czołówce. Jest taki jakie lubię : brutalny, hitchcockowski i nieprzewidywalny. Jeden z tych, który sprawia że czytelnik ogląda się przez ramię robiąc sobie herbatę. 

Rodzina Barczów, to zwyczajni, dobrze sytuowani ludzie, mieszkający na obrzeżach miasta. On kardiochirurg, ona tłumaczka z tureckiego. Ich czternastoletnia córka Marta jest uczennicą pobliskiego gimnazjum. Pewnego dnia w skrzynce na listy pojawia się czerwona koperta. Na znajdującej się w środku kartce wydrukowano zdanie "Będziesz na to patrzył". Kilka dni później Marta znajduje pod płotem skatowanego kota, ulubieńca rodziny. Okazuje się, że to dopiero początek. Szczęśliwe życie rodziny zamienia się w koszmar. A kolejne listy nadchodzą...

Okazuje się, że aby napisać dobry, trzymający w napięciu thriller nie jest nam potrzebny internet, hashtagi, fejsy i lajki. Staromodne metody zbrodni i prześladowań nadal są w modzie. Krążące nad głowami drony czy ukryte kamery zamieniono w lornetkę, skrzynkę mailową zastąpiono tą zwykłą, drewnianą (bądź metalową wedle uznania) a szpiegowską pluskwę, przyłożoną do ściany szklanką. Myślicie, że mamy do czynienie z retro kryminałem? Nic bardziej mylnego. Zbrodnia jest jak najbardziej współczesna, choć planowana latami. To, że morderca posługuje się metodami ogólnie dostępnymi sprawia, że wzrasta w nas poczucie zagrożenia. Kiedy uświadamiamy sobie, że wystarczy wizja, plan, chory pomysł i również my możemy stać się ofiarą, po plecach przechodzą nam dreszcze a w głowie pojawia się irracjonalny lęk. Zaczynamy skanować własną przeszłość w poszukiwaniu wrogów, ludzi którzy nam źle życzą, zadawnionych zatargów. Czy Marcin naprawdę mi wybaczył to, że nie pożyczyłem mu tej dychy? Czy Mariola jest obrażona bo odbiłam jej chłopaka? Okazuje się, że jedno wydarzenie z przeszłości może mieć znaczący wpływ na naszą przyszłość a może nawet życie. Rodzina Barczów znalazła się w pułapce. Pomimo wysyłanych wskazówek nie wiedzą skąd nadejdzie kolejny cios. Prześladowca nie posiada żadnego schematu działania, policja nie jest w stanie przewidzieć jego następnych kroków. Zbrodnia jest kompleksowa i została zaplanowana z dużym marginesem błędu. Mężczyzna miał czas by się dobrze przygotować. Praktycznie całe swoje dorosłe życie poświęcił na planowanie zemsty doskonałej. Nie zabrakło mu pomysłowości, wyrachowania i inteligencji. Dokładnie zbadał otoczenie, środowisko w którym obracała się rodzina. Miał czas, nigdzie się nie śpieszył. Był jak duch, wszechobecny jednak niezauważalny. Prawdą jest, że człowiek nie spodziewa się zagrożenia. Oczywiste jest, że spóźnimy się na autobus, kupimy skwaśniałe mleko czy, że zdechnie nam pies. Jednak z pewnością nie padniemy ofiarą szaleńca, takie rzeczy przewidziane są dla innych. To poczucie bezpieczeństwa sprawia, że nie rozglądamy się, żyjemy bezstresowo. Dopóki nie jest za późno. Właśnie to mnie najbardziej poruszyło w tej powieści, fakt że piekło rozpętało się znienacka, dotknęło spokojną, "normalną" rodzinę i nikt nie potrafił zrozumieć dlaczego sprawca właśnie ich upatrzył na kozły ofiarne. Im przeskanowanie przeszłości nie pomogło. 

"Będziesz na to patrzył" jest książką brutalną, thrillerem dla czytelników o mocnych nerwach. Prawdą jest, że nasza wrażliwość wchodzi na wyższy poziom, kiedy ofiarą przemocy stają się zwierzęta. Tutaj zaczęło się od kota. W którejś recenzji spotkałam się z określeniem "finezyjnego" zabójstwa zwierzęcia. Było tutaj wszystko brutalność, ohyda, agresja jednak bestialstwa, które stało się udziałem kota z pewnością nie można nazwać finezję. To już nie był nawet thriller, to był horror. Jednak dzięki temu mocnemu akcentowi na początku książki, późniejsze zbrodnie nie wywoływały we mnie szoku. Były jedynie kolejnymi kamieniami milowymi w drodze ku spektakularnemu zakończeniu całej historii. Choć początkowo może się nam wydawać, że Scio me nihil scire (wiemy, że nic nie wiemy-Sokrates), to mi dość szybko udało się rozwikłać zagadkę książkowego psychopaty. Kiedy to zadanie miałam już za sobą, zaczęłam baczniej przyglądać się naszym bohaterom. To nie sama, rozłożona na raty, zbrodnia gra pierwsze skrzypce w powieści Magdy Rem. Ważne są również postaci, których dotyka, i to w jakich sposób tragiczne wydarzenia oddziałują na ich psychikę. Widzimy, że każdy ma inny sposób radzenia sobie z bólem i stratą. Jedni podchodzą do nich racjonalnie, planują, szukają sposobu na przeciwdziałanie, analizują. Drudzy zamykają się w sobie, alienują, cofają się w przeszłość, tracą zmysły. Jeszcze inni bagatelizują problem, próbują przejść nad nim do porządku dziennego. Biorą życie takim jakie jest. Najgorsi są jednak Ci, którzy nie potrafią pogodzić się z przeszłością. Dla nich żałoba trwa dopóki wszyscy winni nie zostali ukarani. Jest tyle scenariuszy ilu ludzi i pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że nasz los nigdy nie skrzyżuje się z losem psychopaty. A wiadomo, że wielkie tragedie z przeszłości mogą skrzywić nawet najmocniejsze umysły. 

Autorka w ciekawy sposób sportretowała obraz "typowej", "normalnej", polskiej rodziny. Z zewnątrz wszystko wygląda tak jak wyglądać powinno. On, dobrze zarabiający, spełniony w pracy, ceniony przez kolegów i wychwalany przez pacjentów, lekarz. Ona, jedna z najlepszych tłumaczek języka tureckiego, niedawno dostała propozycję pracy nad serialem telewizyjnym. Jedno dziecko : córka, dobrze wychowana, inteligentna nastolatka, dla której jedynym problemem jest fizyka. Jednak kiedy przyjrzymy się bliżej to dostrzeżemy rysy na tym sielankowym obrazku. Był romans, była zdrada, myśli o odejściu i samobójstwo. Jednak rodzina przetrwała, wyszła z tego z paroma siniakami, bogatsza o doświadczenia. Lecz od tamtego czasu pojawiła się podejrzliwość, puściły więzy, wyszły na wierzch wyrzuty sumienia. Miłość powoli zmieniła się w rutynę, przyzwyczajenie, a wiadomo, że potrzeba stabilizacji stoi bardzo wysoko na tablicy ludzkich potrzeb Masłowa. O to trzeba walczyć. I właśnie w tę komórkę rodzinną uderza morderca, chcąc udowodnić że wszystko da się zniszczyć. 

W powieści Magdy Rem jest coś co sprawia, że nie potrafiłam się od niej oderwać. Książki autorów, dla których pisanie nie jest "zawodem" tylko pasją mają w sobie coś prawdziwego. Twórców takich nie gonią terminy, nie są "czegoś" winni swoim czytelnikom. Ich książki są doskonale przemyślane, dopracowane w każdym szczególe, wręcz dopieszczone. To wszystko sprawia, że efekt końcowy jest więcej niż zadowalający. Mogę się założyć, że praca redaktorska i edycja takich dzieł jest samą przyjemnością. Z pewnością sięgnę po kolejne książki mieszkającej na wyspach autorki. I wam też polecam. 

Tytuł : "Będziesz na to patrzył "
Autor : Magda Rem
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Data wydania : 3 lipca 2018
                                                                 


        Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu : 



https://www.proszynski.pl/

Copyright © 2014 CZYTANKA NA DOBRANOC , Blogger